Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

7.03.2016

Wegańskie ciasto mega czekoladowe

Zrodzone z potrzeby chwili. Bo myślałam, że mój brat wciąż jest weganinem... To na jego urodziny... Zapomniał mi powiedzieć, że już nie jest :) I oto, trochę przypadkiem, trochę niepotrzebnie, upiekłam jedno z najlepszych ciast czekoladowych w życiu. I do tego 100% wegańskie. Szanowni Państwo, nikt nie uwierzył, że jest bez jajek i masła, nikt także nie odgadł sekretnego składnika, które nadało ciastu wilgotność i świetną konsystencję. To cukinia :) Nie ma się co dziwić, piekliśmy już tutaj ciasta z różnymi warzywami: dynią, cukinią, marchewką, a nawet.... pomidorami! Ale to ciasto jest naprawdę wyjątkowo przepyszne :) Obiecuję ładniejsze zdjęcia, gdy powtórzę eksperyment, bo zdążyłam cyknąć tylko komórką :)

Przygotowujemy:
Ciasto
1 i 1/2 szklanki mąki (pszenna lub orkiszowa)
szczypta soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki kakao
1 kopiasta łyżeczka przyprawy do piernika lub 1 łyżeczka cynamonu + 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
2 wegańskie jajka (czyli 2 łyżki zmielonego siemienia lnianego zalane 6 łyżkami wody)
1/2 szklanki oleju roślinnego
1/2 szklanki brązowego cukru light muscovado (lub trzcinowego)
2 łyżki cukru brązowego trzcinowego
1/2 łyżki soku z cytryny
1 szklanka startej na drobnej tarce cukinii
100 g łezek czekoladowych lub gorzkiej czekolady posiekanej na drobne kawałki
Polewa
100 g dobrej gorzkiej czekolady
2 łyżki cukru pudru
1 łyżka oleju kokosowego

Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. Do miski wsypujemy suche składniki: mąkę, sól, sodę, proszek, przyprawy i kakao, mieszamy. W kubku mieszamy siemię lniane z wodą i odstawiamy do zgęstnienia. W oddzielnej misce mieszamy mokre składniki razem z cukrem i cukinią. Dodajemy tam siemię lniane i łezki czekoladowe. Wlewamy mokre składniki do suchych i "mieszamy nogą", czyli byle jak, nie za mocno i nie za długo :)

Przelewamy ciasto do blaszki keksówki (najwyżej do 3/4 wysokości - urośnie) i wkładamy do rozgrzanego piekarnika na 45-60 minut (sprawdzamy patyczkiem, czy gotowe). Po wyjęciu odstawiamy ciasto do przestudzenia i robimy polewę. Wszystkie składniki rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w małym garnuszku na minimalnym ogniu. Po przestygnięciu i lekkim zgęstnieniu polewa nadaje się do wylania na ciasto. Zastyga świetnie w lodówce.

Inspiracja stąd.

28.04.2015

Amerykańskie ciasto z sekretnym składnikiem

Gdy pierwszy raz przeczytałam przepis na "mystery cake" (tajemnicze ciasto), oniemiałam. Czegoś takiego jeszcze nie było! Korzenne ciasto pieczone bez jajek, z niewielką ilością masła i z... zupą pomidorową Cambella! Historia jest taka, że ciasto powstało jako odpowiedź na trudne czasy w 1932 - Wielki Kryzys, ponoć zupy w puszkach akurat nie brakowało, masło było drogie, jajka na wagę złota. Przepis pochodzi z książki Jima Fobela "Old-fashioned baking book" - z przepisami na tradycyjne ciasta amerykańskie, mnóstwo inspiracji na ciasta z owocami, placki różnego rodzaju. Dodatek pomidorów do ciasta technicznie nie powinien dziwić, to w końcu owoce :) musiałam zmienić nieco przepis z braku dostępu do zupy Campbella, ale warto było! Ciasto jest mega wilgotne, trochę o konsystencji brownie, w smaku korzenno-rodzynkowo-czekoladowe. Polewa czekoladowa (mój dodatek, w 1932 r. na takie zbytki sobie nie pozwalali) pasuje do niego idealnie :) 

Przygotowujemy:
1 i 1/2 szklanki mąki
1 łyżeczkę sody oczyszczonej
1 kopiastą łyżeczkę cynamonu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
2 łyżeczki przyprawy do piernika
3/4 szklanki brązowego cukru muscovado (lub trzcinowego)
2 łyżki miękkiego masła
330 g przecieru (nie koncentratu!) pomidorowego - może być passata, można własnoręcznie zmiksować pomidory obrane ze skórki i pozbawione pestek
1 szklanka rodzynek
1/2 szklanki orzechów włoskich lub kropelek czekoladowych (u mnie kropelki)
Polewa:
120 g masła
4 łyżki mleka
90 g cukru
3 łyżki ciemnego kakao

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 170 stopni. Mąkę mieszamy w misce z sodą i przyprawami. Oddzielnie miksujemy masło z cukrem i dodajemy do niego na przemian przecier pomidorowy i suche składniki. Na końcu mieszamy z dodatkami. Wylewamy do natłuszczonej kwadratowej formy (23x23 cm) i wkładamy do rozgrzanego pieca. Pieczemy 35-40 minut - do suchego patyczka.
Robimy polewę: rozpuszczamy w małym garnuszku masło z cukrem i mlekiem, dodajemy kakao i mieszamy porządnie, żeby nie było grudek. Jeśli jednak się pojawią, wystarczy przetrzeć polewę przez sitko. Odstawiamy ją do ostudzenia. Polewa wykonana z tych proporcji po zastygnięciu jest miękka, lekko ciągnąca, gładka i błyszcząca. Można użyć polewy gotowej, jeśli ktoś woli, lub posypać ciasto cukrem pudrem.





17.01.2015

Sernik z kulkami orzechowymi

Miało być zupełnie inaczej. Sernik miał być z kulkami makowymi, jako inna wersja mojego ulubionego serniko-makowca. Jednak nie wyszło. Przez splot różnych okoliczności zostałam w domu bez maku i bez możliwości pójścia na zakupy. Okazało się, że mam za to całą torbę łuskanych orzechów włoskich. I tak, zainspirowana potrzebą i pomysłami z internetów, upiekłam fantastycznie ciężki, wilgotny sernik z kulkami z orzechów włoskich i polewą czekoladową, mariaż idealny. Przepis na sernik z absolutnie wspaniałej książki "Kawa. Sekrety baristy", oczywiście po modyfikacjach, na kulki - z sieci.


Przygotowujemy:
Spód
150 g drobno posiekanych orzechów włoskich i/lub migdałów
50 g masła
2 łyżki cukru
Sernik
1 kg tłustego mielonego twarogu w temperaturze pokojowej
200 g cukru
3 łyżki mąki
4 duże jajka od kur z wolnego wybiegu
250 ml kwaśnej śmietany
Kulki orzechowe
300 g zmielonych orzechów włoskich
3 łyżki cukru pudru
ok. 1/2 szklanki kwaśnej śmietany (do właściwej konsystencji)
Polewa czekoladowa
1/3 szklanki śmietanki 30%
100 g czekolady mlecznej lub deserowej

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni. 
Najpierw mieszamy składniki na spód i wykładamy na prostokątną blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Dociskamy dłonią lub łyżką.
Ser biały miksujemy z cukrem i mąką. Dodajemy jajka po jednym, po każdym miksując. Dodajemy śmietanę i mieszamy.
Przygotowujemy kulki: mieszamy zmielone orzechy z cukrem pudrem i dolewamy tyle śmietany, żeby dało się ulepić kulki. Lepiej jednak jest utoczyć wałki, wtedy kulki pojawią się w każdym kawałku, niezależnie od miejsca przekrojenia. Wykładamy połowę masy serowej na spód. Wałki układamy wzdłuż blachy, kulki w rzędach. Wylewamy na wierzch resztę masy serowej, tak by przykryła kulki / wałki.
Ciasto pieczemy 10 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy jeszcze 60 minut. 
Polewa: zagotowujemy śmietankę w małym garnku. Odstawiamy z ognia i wkruszamy do niej czekoladę. Mieszamy aż czekolada się rozpuści, a masa będzie gładka i lśniąca.
Wyciągamy ciasto. Po lekkim przestygnięciu polewamy ciasto polewą we wzorki lub po całości. I niestety, jak to z sernikami - z bólem serca czekamy aż ostygnie, po czym wkładamy tę wspaniałość do lodówki najlepiej na całą noc, a co najmniej na kilka godzin. Tak, tak. Dopiero porządnie schłodzony sernik jest ciastem doskonałym.







23.03.2013

Mega brownie kokosowe

Wynalazek chwili. W Tesco z racji zrobienia potężnych zakupów wybieraliśmy gratisy, między innymi czekolady nadziewane Wawela. Zostały jedynie Tiki-Taki, deserowe orzechowo-kokosowe. Wzięliśmy paczkę czterech. I tak w piątek, po dość intensywnym tygodniu, naszła mnie refleksja, że czymże byłby ten wspaniały początek weekendu bez brownie? Pomyślałam, że mocno czekoladowe brownie z nutką kokosową jest właśnie tym, czego pragnę w tej chwili. I było. W pieczeniu brownie doszłam chyba do perfekcji :) Krucha skorupka z wierzchu, ciągnące czekoladowe wnętrze, i kokos, który tak doskonale komponuje się z czekoladą. Jedyna trudność w pieczeniu tego błyskawicznego, bezproblemowego ciasta to wyczaić właściwy moment, kiedy jest gotowe. Zbyt długo pieczone staje się zwykłym murzynkiem, zbyt krótko - jest surowe w środku. W przepisie starałam się wyjaśnić, jak sprawdzić, kiedy nadszedł ten idealny moment.
 Przygotowujemy:
3 tabliczki czekolady Tiki-Taki Wawela
1 tabliczkę gorzkiej czekolady
250 g masła
5 jajek
300 g cukru
3/4 szklanki wiórków kokosowych
200 g mąki

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 185 stopni. Przygotowujemy prostokątną sporą blaszkę, natłuszczamy ją i wykładamy papierem do pieczenia. Masło i wszystkie czekolady połamane na kawałki rozpuszczamy w kąpieli wodnej (metalowa miska lub mały garnek wstawiony na drugi, większy, w którym gotuje się woda). Ostawiamy do lekkiego przestudzenia. W tym czasie ubijamy mikserem jajka z cukrem, aż zgęstnieją i zwiększą objętość. Wlewamy masę czekoladową do środka, miksujemy, dosypujemy wiórki kokosowe i mąkę, mieszamy. Ot, i wszystko. Przelewamy ciasto do blaszki i wkładamy do piekarnika. Ja zwykle ustawiam czas pieczenia na 25 minut i sprawdzam. Patyczek jest mocno oblepiony surowym ciastem - wsuwam blaszkę z powrotem na kolejne 5 minut. Jeśli znów to samo - kolejne 5 minut. Wkrótce jednak nadejdzie moment, kiedy patyczek jest tylko troszkę oblepiony ciastem - natychmiast wyciągamy blaszkę. Ja zwykle piekę ciasto 30-35 minut. Im większa blaszka, tym ciasto niższe i piecze się krócej. Trzeba pilnować. A potem... zajadać na gorąco, prosto z blaszki, a jeśli ciasto dotrwa do kolejnego dnia, to tym lepiej, bo wtedy jest najpyszniejsze :)



2.11.2012

Brownie z krówkami

Po długiej przerwie Upiecz mnie i najczekoladowsze ciasta świata powracają :) Tym razem edycja brownie z krówkami lub kajmakiem, przepis według mojego ulubionego ostatnio Davida Lebovitza, z książki Słodkie życie w Paryżu, którą miałam, zanim trafiła do księgarń ;) nieco zmodyfikowałam przepis i zmniejszyłam ilość kakao gorzkiego, bo wszystkie trzy wolimy raczej słodkie brownie niż wytrawne, gorzko-czekoladowe.
Brownie jest przepyszne. Dodałam do niego karmelki-krówki z Lidla, bo żadna z nas nie miała najmniejszej ochoty czekać na wyprodukowanie kajmaku. Był piękny, piątkowy poranek, dzień wolny od szkoły i pracy, i tak jakoś obudziłam się i pomyślałam: czekolada. Pierwsze słowo, pierwsza zachcianka, natychmiastowa realizacja. Podobnie jak David, zawsze mam w szafkach zapas czekolady do pieczenia. Zawsze. I dzięki temu właśnie, w równo 35 minut wyprodukowałam śniadanie - ambrozję bogów, czekoladową rozkosz, podaną na ciepło, z rozpływającymi się krówkami w środku. Codziennie tak nie można, ale dziś właśnie tak. 

Przygotowujemy:
120 g masła (może być solone)
170 g gorzkiej czekolady połamanej na kawałki
1-2 łyżki gorzkiego kakao
3 duże jajka z wolnego wybiegu (w temperaturze pokojowej)
niecała szklanka cukru
łyżeczka pasty waniliowej lub ekstraktu z wanilii
140 g mąki (około szklanki)
opcjonalnie szklanka uprażonych, posiekanych orzechów (ja nie dodałam)
szklanka kajmaku lub miękkich krówek, pokrojonych w kostkę

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Smarujemy tłuszczem i wykładamy papierem kwadratową lub małą prostokątna blachę do brownie. Rozpuszczamy czekoladę z masłem w kąpieli wodnej i odstawiamy na chwilkę do przestudzenia. Ubijamy jajka z cukrem i wanilią na puch, dolewamy masę czekoladową, wsypujemy mąkę i kakao i mieszamy, a jeśli dodajemy orzechy, to teraz jest dobry moment :) Przelewamy połowę masy do blaszki i teraz zaczyna się zabawa. Albo układamy na niej połowę posiekanych krówek, albo wylewamy łyżką masę kajmakową w porcjach wielkości śliwki i przejeżdżamy wykałaczką, tworząc fantazyjne wzorki. Na to wylewamy resztę masy czekoladowej i układamy resztę krówek lub kajmaku. Pieczemy około 20-25 minut. W przepisie oryginalnym było 45 minut, ale to stanowczo za długo moim zdaniem. Brownie ma być lekko niedopieczone, wilgotne, bardzo czekoladowe, z rozpływającym się kajmakiem lub krówkami. U mnie krówki :)



24.09.2012

Wegański placek kawowy. Idealny na początek dnia :)

Brat wciąż jest weganinem :) Ja zatem wciąż piekę mu ciasta, wymyślam nowe, w zasadzie wszystko dorzucam na oko, ważę składniki tylko na potrzeby zapisania receptury na blogu. Ale muszę tu dodać istotną uwagę. Brat zmył mi ostatnio głowę, że nie powinnam mu piec ciast poprzedniego dnia przed spotkaniem, bo najlepsze są po paru dniach, a po tygodniu bajka... A jak mu wręczam w niedzielę ciasto upieczone w sobotę, to większość Brat zjada, zanim ciasto nabierze odpowiedniej mocy. Powiem Bratu weganinowi, żeby ćwiczył silną wolę, ale faktycznie ciasta wegańskie mają w sobie coś takiego magicznego, że starzeją się z urokiem i godnością.Z biegiem dni stają się bardziej lepkie, cięższe, takie jakby ciągnąco-karmelowe. Pyszne. Nie wiem, na czym to polega, ale fakt jest faktem. Zatem, drodzy weganie, ciasta dla gości pieczemy parę dni wcześniej, a potem bierzemy na wstrzymanie. Amen.
Przygotowujemy:
110 g maki pszennej
60 g maki kukurydzianej
110 g cukru trzcinowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki kakao
1 dojrzały, rozgnieciony banan
2 łyżki musu jabłkowego
1/2 szklanki oleju
1/2 szklanki wody
2 łyżeczki ekstraktu kawowego lub 2 łyżki bardzo mocnego naparu z kawy
2 łyżki kawy rozpuszczalnej na wierzch (opcjonalnie)

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Wszystkie składniki suche: obie mąki, cukier, proszek do pieczenia i kakao mieszamy w jednej misce. W drugiej rozgniatamy widelcem banana, dokładamy mus jabłkowy i dokładnie roztrzepujemy owoce z pozostałym składnikami mokrymi: olejem, wodą, kawą. Wylewamy ciasto do prostokątnej foremki (u mnie 30 x 19 cm) natłuszczonej i wysypanej mąką lub kaszą manną. Posypujemy po wierzchu niewielką ilością kawy rozpuszczalnej w granulkach, jeśli chcemy uwolnić dodatkowe aromaty kawowe :) Pieczemy 35-45 minut, do suchego patyczka. I, przypomnę raz jeszcze, odstawiamy pod przykryciem szczelnym i nieprzezroczystym, żeby nie kusiło, na parę dni :)


20.09.2012

Sernik tygrysi waniliowo-czekoladowy

Kiedyś już wspominałam, że jestem nieopamiętaną kolekcjonerką książek kucharskich, szczególnie tych o wypiekach. Nazwijmy to po imieniu, jestem maniaczką. Książki lądują u mnie na specjalnej półeczce, ale długo nie zagrzewają tam miejsca. Wciąż je wyciągam, kartkuję, czytam przepisy, planuję kolejne słodkości i... jeszcze raz czytam. No kocham to. I tak właśnie kartkowałam sobie książkę The Great British Bake-Off. How to turn everyday bakes into showstoppers. Jest tam mnóstwo wypieków, których raczej nie zrobię (na przykład biszkopt w przekroju jako flaga brytyjska: efektowne, ale jakoś... nie mój styl ;)). A potem... znalazłam przepis na sernik marmurkowy. Opis na całą stronę, ale gdy się już wczytałam - prościzna. To aż niemożliwe, żeby był dobry... Słuchajcie, uwierzcie mi. Jest doskonały. Z tych delikatnych, rozpływających się w ustach. Waniliowo-czekoladowy, z czekoladowym, pełnoziarnistym spodem. Nietłusty. Dla mnie, miłośniczki dobrych serników, kolejne niebo w gębie.

Przygotowujemy:
Spód
175 g ciastek digestive lub herbatników pełnoziarnistych
75 g masła, roztopionego
2 łyżki ciemnego kakao
2 łyżki cukru
Warstwa jasna
500 g sera białego
140 g cukru
2 jajka od kur z wolnego wybiegu
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego lub pasty waniliowej
Warstwa ciemna
500 g sera białego
140 g cukru
2 jajka od kur z wolnego wybiegu
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego lub pasty waniliowej
150 g gorzkiej czekolady (70%)
3 łyżki wody
1-2 łyżki kakao

Przygotowujemy spód: miksujemy herbatniki z cukrem i kakao, dodajemy stopione masło. Powinniśmy otrzymać konsystencję lepiących okruszków. Wykładamy nimi natłuszczoną tortownicę (dno + boki na wysokość 2 cm) i dociskamy spodem łyżki, wyrównujemy. Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 150 stopni i podpiekamy spód przez 10 minut. Wyciągamy formę, nie wyłączamy piekarnika.
W czasie, gdy piecze się spód, przygotowujemy sernik. W kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę z wodą. Mieszamy na jednolitą masę i odstawiamy do ostygnięcia. Warstwa jasna: w blenderze miksujemy ser biały, aż będzie gładki. Dodajemy jajka, cukier i ekstrakt i jeszcze trochę miksujemy. Zbieramy łyżką grudki sera ze ścianek naczynia i ponownie miksujemy. Powinna powstać gładka masa. Przekładamy ją do miseczki. W tym samym pojemniku (nie trzeba go myć), przygotowujemy warstwę ciemną: robimy dokładnie to samo, co w przypadku jasnej, po czym całość miksujemy z roztopioną, przestudzoną do temperatury pokojowej czekoladą. Jeśli chcemy mieć sernik bardziej czekoladowy, dodajemy jeszcze 1-2 łyżki kakao.
I teraz zaczyna się zabawa. Nie trzymałam się instrukcji i moje paseczki tygrysie nie wyszły takie fajne, jak chciałam. Następnym razem podziałam zgodnie z przepisem oryginalnym i zobaczymy. Tam było napisane, że najpierw wylewamy na podpieczony spód 1/3 masy ciemnej, na sam środek. Na masę ciemną wykładamy 1/3 masy jasnej - też w jej środek. Ciasto zacznie się samo rozchodzić równomiernie. Potem znów masa ciemna i jasna (po połowie tego, co zostało), potem znów to samo z resztą obu warstw. Ja przechytrzyłam, chciałam mieć więcej paseczków, więc zrobiłam więcej warstw, ale ze względu na różnicę w gęstości było to trudne i warstwy mi się trochę pozlewały. Na smak oczywiście w żaden sposób to nie wpływa :)
Pieczemy sernik 60-75 minut (ja piekłam równo 75). Wyłączamy piekarnik, gdy sernik jest już lekko ścięty i zostawiamy go tam na godzinę jeszcze. Potem wyjmujemy z pieca, studzimy i wkładamy do lodówki na całą noc najlepiej. To była najtrudniejsza część, bo zapachy były oszałamiające :)


16.09.2012

Obłędnie czekoladowe ciasto wegańskie

Brat, zachwycony poprzednią próbą wegańską, zażyczył sobie na imieniny kolejne ciasto, tym razem bardziej czekoladowe. Jeśli to będzie za mało czekoladowe, następnym razem zrobię brownie wegańskie - tak, tak, da się i podobno pyszne - a jeśli i to nie wystarczy, pójdę z tabliczką gorzkiej czekolady :) Moim zdaniem ciasto, które dzisiaj upiekłam, jest tak czekoladowe, że aż trudno sobie wyobrazić czekoladowsze :) ale oczywiście jeszcze wszystko przede mną :)

Przygotowujemy:
1 szklanka mąki pszennej białej
1 szklanka mąki pszennej razowej
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1 łyżka sody oczyszczonej
1 szklanka cukru trzcinowego
1-2 łyżki ciemnego kakao
3 łyżki musu jabłkowego
1 szklanka mleka sojowego (u mnie czekoladowe)
1/3 szklanki wody
1/2 szklanki oleju
100 g gorzkiej czekolady

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Smarujemy formę tłuszczem i wysypujemy cieniutko gorzkim kakao lub mąką, jeśli nie przeszkadzają nam potem białe ślady na cieście. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z łyżeczką oleju, mieszamy i odstawiamy do wystudzenia. Resztę składników dokładnie miksujemy. Jeśli chcemy uzyskać bardziej widoczny efekt marmurkowy, dodajemy 1 łyżkę ciemnego kakao, nie dwie. Z uzyskanej masy odlewamy około szklankę, resztę przekładamy do foremki - u mnie prostokątna 20 x 25 cm. Odłożone ciasto mieszamy dobrze z rozpuszczoną czekoladą, wykładamy po łyżeczce na wierzch jaśniejszego ciasta i patyczkiem robimy artystyczne zawijaski. U mnie niestety są prawie niewidoczne, bo ciasto podczas pieczenia mocno ściemniało i różnice kolorystyczne między obiema warstwami nieco się zatarły, choć widać, że góra jest troszkę ciemniejsza. Przy kolejnej próbie zrobię lepiej widoczny marmurek i wstawię zdjęcia. Wkładamy do pieca i pieczemy 40-50 minut, do suchego patyczka. Ciasto jest bosko czekoladowe, wilgotne i sprężyste. Kto by pomyślał, no no no... :)


8.09.2012

Brownie z malinami na smutki

Na smutki najlepsza czekolada, każdy to wie. A ponieważ czekaliśmy na miłego gościa i każde z nas planowało się troszkę wyżalić, zarządziłam brownie. Brownie bardzo czekoladowe pieczone z malinami i udekorowane później świeżymi. Żeby lepką słodycz czekolady złamać lekko kwaśnymi malinkami. Żeby wszystko było w idealnej równowadze. Żeby wreszcie było tak, jak powinno być. Wspaniale :)


Przygotowujemy:
200 g gorzkiej czekolady
100 g mlecznej czekolady
180 g masła
1 i 1/2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2 łyżki kakao gorzkiego
100 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 g drobnego cukru
100 g cukru trzcinowego
150 g malin

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 170 stopni. Rozpuszczamy oba rodzaje czekolad razem z masłem w kąpieli wodnej i odstawiamy do przestudzenia. Ubijamy jajka z cukrem białym i trzcinowym, aż masa zgęstnieje i zwiększy objętość. Dodajemy do niej przestudzoną czekoladę, a następnie mąkę wymieszaną z kawą, kakao i proszkiem do pieczenia. Ciasto powinno być dość gęste. Wylewamy je do kwadratowej lub prostokątnej blaszki wysmarowanej masłem. W ciasto wciskamy maliny i wkładamy blaszkę do piekarnika. Pieczemy 35-45 minut. Trzeba pilnować i sprawdzać patyczkiem. Ma wyjść oblepiony lekko okruszkami ciasta, ale nie mokry. Konsystencja może się wydawać nieco zbyt miękka, ale po ostudzeniu ciasto stężeje. 




Źródło: Śladami słodkiej babeczki

26.08.2012

Wegańskie ciasto bananowo-czekoladowe

Nie, nie zostałam weganką. Weganinem został za to mój ukochany brat, który tym samym odciął sobie możliwość próbowania wszystkich słodkości, które piekę. A dzisiaj jest dzień szczególny - trzynaste urodziny mojej młodszej córki. Spotykamy się wszyscy na imprezie rodzinnej i co? Lulu miałby nic nie zjeść? Nie ma mowy :) Poczytałam sobie różne przepisy wegańskie, po czym zamknęłam je i wymyśliłam własny. Niepowtarzalny, bo pomyliłam mąki. Powinny bardziej różnić się opakowaniami :) Zamiast owsianej, hojnie sypnęłam kukurydzianą. Gdy zobaczyłam żółtą mąkę, błysnęła mi myśl, że płatki owsiane żółte nie są, więc skąd ten kolor, ale uznałam, że widocznie tak ma być. Cóż, tak ma nie być :) W każdym razie ciasto wyszło pyszne i mimo, że produkty, w których czegoś brakuje i coś trzeba zastępować czymś innym, nie wzbudzają drżenia mojego serca, to ciasto jest naprawdę zacne. I spokojnie mogę piec różne wariacje na jego temat, bo samo się o to prosi :) Lulu, czekam na zamówienia :D

Przygotowujemy:

3/4 szklanki mąki kukurydzianej lub owsianej
2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 szklanki cukru
100 g gorzkiej czekolady min. 70% (bez mleka w składzie!) startej na drobnej tarce
2 łyżki ciemnego kakao bez cukru
3/4 szklanki oleju roślinnego
3 bardzo dojrzałe banany
1/2 szklanki wody lub mleka sojowego
1-2 nektarynki (opcjonalnie) - można zamienić na jabłko, truskawki, śliwki, gruszki... w zasadzie dowolne owoce :)

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Banany mocno rozgniatamy widelcem, wlewamy do nich olej i delikatnie łączymy oba składniki trzepaczką. W oddzielnej misce łączymy suche składniki. Mieszamy zawartość obu misek i na końcu wlewamy wodę lub mleko sojowe. Łączymy składniki na gładką masę i przelewamy do foremki - u mnie prostokątna [wymiary]. Na wierzchu układamy pokrojone w półplasterki nektarynki lub inne owoce. Sypiemy płatkami migdałów.
Wstawiamy ciasto do piekarnika i pieczemy do suchego patyczka - mi to zajęło 50 minut.



17.06.2012

Tort z Nutellą, czyli Torta alla gianduia Nigelli

Czerwiec to miesiąc świąt: Dzień Dziecka, a raczej Dwóch Uroczych Dziewczynek, imieniny Dominiki, urodziny Dominiki, imieniny Tysi... dwa ostatnie jednego dnia. I to jest właśnie ten dzień. Dzień pieczenia tortu. Ale nie będzie to klasyczny tort, przekładany masą. Będzie to tort pod znakiem Nutelli, którą dzieci kochają nade wszystko. Torta alla gianduia - kolejny wypiek ze wspaniałej książki Nigelli Jak być domową boginią. No, proste to nie jest, ale się da :) upieczony tak jak trzeba, według przepisu, polewa też, ale całych orzechów laskowych nie da rady. Mój kaganiec na zębach ich nie lubi, co robić. Będą orzechy tarte. Na smak to nie wpłynie, na wygląd trochę, ale jakoś tak nasz tort podoba nam się bardziej :) 

Przygotowujemy:
ciasto
6 jajek (żółtka oddzielone od białek)
szczypta soli
125 g miękkiego masła
400 g Nutelli
1 łyżka likieru Frangelico, rumu lub wody (dałam wodę)
100 g mielonych orzechów laskowych
100 g gorzkiej czekolady rozpuszczonej w kąpieli wodnej
polewa
125 ml śmietany kremówki
1 łyżka likieru Frangelico, rumu lub wody
125 g gorzkiej czekolady
100 g orzechów laskowych (u mnie tarte)
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. W misce ubijamy białka ze szczyptą soli - piana nie musi być super sztywna. Oddzielnie ucieramy masło z Nutellą, dodajemy alkohol lub wodę, żółtka, mielone orzechy i roztopioną czekoladę. Następnie dodajemy pianę z białek - najpierw łyżkę, potem resztę w trzech porcjach. Przelewamy ciasto do formy (u mnie tortownica o średnicy 24 cm) i pieczemy około 40 minut, aż ciasto zacznie odstawać od ścianek. Odkładamy do wystygnięcia.
Przygotowujemy polewę: w rondelku na malutkim ogniu podgrzewamy śmietankę, alkohol lub wodę i połamaną na kawałki czekoladę do momentu rozpuszczenia czekolady. Zdejmujemy z ognia i mieszamy trzepaczką, aż polewa będzie gładziutka. 
Wylewamy polewę na przestudzone ciasto (ja to robiłam w tortownicy) i posypujemy zmielonymi orzechami laskowymi. I jemy ku pokrzepieniu serc na myśl o upływającym czasie i o tym, że nasze dziecko kończy 15 lat... :)

15.06.2012

Muffinki bananowo-owsiane z czekoladą

Kocham muffinki. Za prostotę i szybkość wykonania, za szybkość pieczenia, za cudną formę i za wilgotne, ale puszyste ciasto. Idealne do pracy i do szkoły, na piknik i wycieczkę. W ślicznych papilotkach. No bomba.
Dziś muffinki z lekko sponiewieranych bananów, pełnoziarniste, z ciemnym cukrem muscovado i otrębami, z kawałkami ciemnej, aksamitnej czekolady. Przepis zaczerpnięty z blogu Szczypta soli, ale zmodyfikowany przeze mnie. Połowa pożarta na ciepło - słodki zapach bananów i rozpuszczonej czekolady podczas pieczenia rozdrażnił wszystkich i gdy tylko blacha gorących babeczek wylądowała na blacie, zawartość zniknęła. Chciałam je podać z lodami waniliowymi lub czekoladowymi, nie zdążyłam :)


Przygotowujemy:
1 szklanka mąki (dałam pół na pół pszenną białą i pszenną razową)
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1/4 szklanki cukru dark muscovado
3/4 szklanki otrębów lub drobnych płatków owsianych
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 tabliczka gorzkiej czekolady lub 100 g groszku czekoladowego


2 jajka
1/2 szklanki mleka
3 łyżki oleju
2 rozgniecione banany


Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Suche składniki mieszamy w jednej misce, mokre miksujemy w drugiej. Mieszamy zawartość obu misek i dodajemy rozgniecione banany. Masa powinna być dosyć rzadka. Wykładamy ją do foremek muffinkowych wyłożonych papilotkami i pieczemy około 20-25 minut, aż urosną i zrumienią się uroczo.




5.06.2012

Muffinki mega czekoladowe obłędne

Niby uwielbiam piec bardziej niż jeść. Niby ostatnio mam odmawiać sobie słodyczy i nawet mi to wychodzi. Niby największą przyjemność sprawia mi obserwowanie trzęsących się uszu dzieci, wcinających moje wypieki. Niby... a jednak. Przy wypiekach czekoladowych, a tym bardziej tych wielokrotnie czekoladowych jakoś wszystko się zmienia. Świat już nie jest taki sam, zapach czekolady w wypiekach tuż po wyjęciu z piekarnika jest jak zew krwi i wtedy czuję, że to jest właśnie ta chwila. Wielka chwila. Kiedy to, na co mam tak wielką ochotę, po prostu mi nie szkodzi. Wręcz przeciwnie. To był właśnie ten dzień. Na zamówienie dziewczyn, z okazji lekko spóźnionego Dnia Dziecka, piekłam po raz kolejny zwykłe muffinki czekoladowe, "takie jak kiedyś, przed blogiem - bez eksperymentów". No to były - przepis od mojej żony Marty, chyba na podstawie Nigelli, ale zmodyfikowany. Idealny. 
Przygotowujemy:
200 g czekolady (u mnie mleczna Alpen Gold)
1 i 1/4 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
2 łyżki ciemnego kakao
3/4 szklanki cukru pudru

3/4 szklanki mleka
1/3 szklanki oleju
1 jajko

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 190 stopni. Czekoladę siekamy na małe kawałeczki. W jednej misce mieszamy wszystkie suche składniki,  łącznie z posiekaną czekoladą, w drugiej ubijamy na gładką masę mokre. Łączymy suche z mokrymi, mieszamy tyle o ile, nie za długo i niezbyt dokładnie :) Napełniamy foremki muffinkowe wyłożone papierowymi papilotkami mniej więcej do 3/4 wysokości i pieczemy około 20 minut. Moje uroczo popękały i muszę przyznać, że są to jedne z najpyszniejszych babeczek. Najlepsze na gorąco, z płynną czekoladą w środku - potężna dawka dobrego humoru w babeczkowej formie :)

3.06.2012

Podwójnie czekoladowe ciastka rozpływające się w ustach


Dostałam zamówienie specjalne z okazji Dnia Dziecka. Ciastka czekoladowe miały być, ale nie takie zwykłe, tylko takie mega czekoladowe. Kiedyś takie upiekłam i naprawdę znikły, nim ostygły. Druga partia pojechała z dziećmi na ferie i ponoć wspomnienie tych czekoladowych ciastek przytłoczyło nawet lekki niesmak gospodarzy po ich pobycie. Znaczy, cuda potrafią zdziałać. I takie oto cudowne ciastka są do tego niezwykle proste do wykonania. Na maślance. Przepis z sieci, tyle że moje ciasteczka wyszły kompletnie inne. Taki ich jednak urok, że niezależnie od wyglądu zawsze smakują obłędnie. Oto przekąska dla tych, którym spadek poziomu czekolady we krwi utrudnia nieco życie.
Przygotowujemy:
2 szklanki mąki pszennej
pół łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
115 g masła
3/4 szklanki kakao (dałam 1/2 szklanki)
2 szklanki cukru (stanowczo za wiele - dałam 1 szklankę)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2/3 szklanki maślanki
2 szklanki kropelek czekoladowych lub posiekanej na drobne kawałki czekolady

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Mąkę pszenną dokładnie mieszamy z sodą i solą. Masło roztapiamy na niewielkim ogniu. Gorące masło miksujemy z kakao na gładką masę. Dodajemy cukier, ekstrakt z wanilii i maślankę i dalej miksujemy. Dodajemy mąkę małymi porcjami i dokładnie miksujemy. Odstawiamy mikser. Do ciasta dodajemy kropelki czekoladowe lub kawałki czekolady i mieszamy łyżką. Ciastka można formować na kilka sposobów. Ciasto jest dość gęste. Ja użyłam po prostu łyżki do lodów, formowałam niewielkie kulki i lekko je spłaszczałam na blasze. Moje ciastka wyszły okrągłe i puchate. Poprzednim razem nakładałam ciasto na blachę łyżką, pomagając sobie małą łyżeczką przy zdejmowaniu klejącej masy i ciastka trochę się rozlały, wyszły płaskie i dość cienkie :)

Należy pamiętać o zachowaniu odstępów, czasem mocno rozlewają się na boki. Więc nie wiem, od czego to zależy - ale jak już pisałam, ciastka są przepyszne niezależnie od wyglądu. Pieczemy 10-12 minut. Od razu po wyjęciu z piekarnika są dość miękkie, nie polecam zdejmowania z blachy natychmiast, lepiej odczekać parę minut.


28.04.2012

Ciasto czekoladowe z cukinią wiosenne

Moja ukochana Anulka leciała ostatnio do Stanów z misją specjalną: przywieźć mi pismo z przepisami na wypieki. Pewnie, że można znaleźć na blogach, ale ja chciałam móc przeglądać, kartkować, dopisywać notatki. Ania sprawiła się najlepiej jak to możliwe: dostałam przepiękne wydanie specjalne Taste of Home: Baking Favorites (April 2012). Mnóstwo, mnóstwo inspiracji, aż nie wiadomo, od czego zacząć. Postanowiłam więc upiec ciasto, które brzmi nieprawdopodobnie, czyli czekoladowe z dodatkiem cukinii. Z dedykacją dla Ani: żeby nigdy, ale to nigdy nie zmieniała swojej fantastycznej energii życiowej, którą karmi tyle osób dookoła. Ale gdyby... gdyby kiedykolwiek potrzebowała pocieszenia albo miała ochotę na słodkości - zawsze, zawsze jestem dla Niej :)
Teraz o cieście. Dokonałam w przepisie modyfikacji, zawsze to robię :) Ciasto jest nieprawdopodobne. Czekoladowe, aromatyczne, mięciutkie.  Cukinii wbrew przewidywaniom w ogóle nie czuć ani nie widać (obrałam ze skórki), ale nadaje ciastu taką wspaniałą wilgotność. 


Przygotowujemy:
1/2 kostki miękkiego masła
3/4 szklanki cukru (dałam brązowy)
1/2 szklanki oleju rzepakowego
2 jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub cukier waniliowy)
1/2 szklanki mleka 2%
1/2 szklanki maślanki (dałam całą szklankę jogurtu naturalnego)
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
3 łyżki ciemnego kakao
1 łyżka kawy rozpuszczalnej (moja innowacja)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 szklanki startej młodej cukinii
1/2 szklanki kropelek czekoladowych lub 100 g posiekanej czekolady


Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 170 stopni. Miksujemy masło na puch, dodajemy olej i cukier i dalej ucieramy. Wbijamy po jednym jajku, za każdym razem dokładnie miksując masę, dodajemy wanilię. Oddzielnie mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą, kakao i solą. Suche składniki dodajemy do masy po trochu i miksujemy. Na końcu mieszamy łyżką z cukinią. 
Przekładamy ciasto (jest dość gęste) do natłuszczonej i leciutko wysypanej mąką formy (u mnie prostokątna 16x21 cm). Posypujemy posiekaną czekoladą lub kropelkami. Pieczemy około 45 minut (do suchego patyczka).



20.04.2012

Brownie Espresso potrójnie czekoladowe

Rzadko bywam w Starbucksie, ale jeśli już - to z dużym smakiem. Mam tam ulubione danie, gwóźdź dnia. Espresso Brownie. Na ciepło. Nie jestem w stanie opisać tego boskiego smaku. Ze zwartym ciastem nie ma to nic wspólnego, raczej nazwałabym to farfoclami czekoladowo-kawowymi, zmieszanymi w jedną masę i upieczonymi. Gdy spróbowałam tego po raz pierwszy, przepadłam. A gdy już wróciłam do świata rzeczywistego, rzuciłam się do przeczesywania internetu w poszukiwaniu przepisu na to cudo. Okazuje się, że nikt dotąd nie złamał tajnej receptury. Albo Starbucks skutecznie gania tych, którzy próbowali. Ja nie próbuję. Po prostu będę testować wszystkie brownie kawowe, jakie znajdę, aż trafię na takie, które podpasuje mi najbardziej :) Poniżej próba pierwsza - brownie espresso od Tracy, po lekkich modyfikacjach. Konsystencja zupełnie inna, ale smak - obłędny.

Przygotowujemy:
100 g mlecznej czekolady
100 g gorzkiej czekolady
100 g masła
3 łyżki kakao
1 i 1/2 łyżki kawy rozpuszczalnej espresso
3 jajka
1 szklanka cukru (dałam brązowy)
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1/4 łyżeczki soli
1 szklanka mąki pszennej
20 g ziaren kawy w czekoladzie lub zwykłych ziaren kawy (opcjonalnie)

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 175 stopni. Obie czekolady rozpuszczamy razem z masłem w kąpieli wodnej. Dodajemy kawę rozpuszczalną i kakao, dokładnie mieszamy i odstawiamy do przestudzenia. W tym czasie ubijamy dokładnie jajka z cukrem, solą i wanilią. Dodajemy przestudzoną masę czekoladową i miksujemy. Na końcu dosypujemy mąkę i mieszamy łyżką tylko do połączenia.
Wylewamy ciasto do natłuszczonej blaszki (u mnie prostokątna 28x18 cm) i posypujemy z wierzchu potłuczonymi ziarenkami kawy. Wstawiamy do piekarnika i tu zaczyna się zabawa. Niby autorka podaje, że piecze się około 30-40 minut, ale zależy to od piekarnika. Ja piekłam 30, a następnym razem wyjmę po 26-27 minutach. Brownie musi być ścięte z wierzchu, ale lekko niedopieczone w środku. Taka jego uroda. I dobrze upieczone brownie nie jest już prawdziwym brownie. Ot, i cała filozofia. Próby i błędy. A ile przy tym rozkosznego próbowania wszystkich nieudawańców :)






24.03.2012

Ciasto trufla czekoladowa

Sama być może nigdy nie wynalazłabym tego ciasta, ale Lulu sobie zażyczył na sobotnie popołudnie, no i nie było rady. Przepis pochodzi stąd, a angielska nazwa ciasta mówi wszystko (rich truffle mud cake). Jest zbite, ciężkie, bosko czekoladowe - jak wielka trufla. Odkrawa się małym widelczykiem po kawałeczku i niespiesznie smakuje czekoladowy aksamit, rozpływający się po podniebieniu. Nie spotkałam jeszcze ciasta tego rodzaju. Jest to deser na wyjątkowe okazje, na pewno nie stanie się rytuałem sobotniego przedpołudnia, a raczej czymś wyczekiwanym, od święta. W zasadzie ja już czekam na następne :)
Przygotowujemy (uwaga: pieczemy poprzedniego dnia):
6 jajek
pół szklanki brązowego cukru
300 g gorzkiej czekolady
100 g mlecznej czekolady
250 ml śmietanki kremówki
1/3 szklanki likieru Cointreau (można dać inny cytrusowy, mi nie udało się dostać i dodałam likieru kawowego)

Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i odstawiamy do przestudzenia. Jajka ubijamy mikserem długo i dokładnie z cukrem - na puch. Powoli wlewamy ciepła czekoladę i dalej miksujemy. Do kremówki wlewamy likier i mieszamy, po czym dolewamy do masy czekoladowej. Dokładnie mieszamy.
Teraz będzie troszkę trudniej, bo ciasto będziemy piec w kąpieli wodnej. W oryginalnym przepisie ciasto było pieczone w tortownicy o średnicy 22 cm. Ja wciąż wolę formy prostokątne, więc użyłam blaszki do ciast brownie (30x19 cm). Należy wyłożyć ją dokładnie folia aluminiową i dodatkowo owinąć formę folią od zewnątrz. Wlewamy ciasto do blaszki. Następnie wstawiamy ją do większej blachy, którą napełniamy wrzątkiem tak, żeby sięgał do połowy wysokości naszej blaszki z ciastem.
Pieczemy 30 minut, studzimy i wstawiamy do lodówki na całą noc. To ważne, bo dopiero po porządnym schłodzeniu ciasto uzyskuje odpowiednią, truflową, aksamitną konsystencję. A następnego dnia delektujemy się czekoladowym bogactwem :)

18.03.2012

Muffinki czekoladowo-karmelowe na Marsie

Po prostu musiałam sprawdzić. Batoniki Mars są najpyszniejsze, a od kiedy upiekłam muffinki z batonikami Bounty, chodziły mi po głowie te. Karmel, pianka toffi i mleczna czekolada w połączeniu z lekko czekoladowymi muffinkami... Pianka lekko chrupiąca, karmel ciągnący, ciasto czekoladowe - są boskie. Przepis mój na podstawie babeczek czekoladowych Nigelli.
Prostota wykonania wprost proporcjonalna do poziomu wrażeń smakowych. Dla wielbicieli czekolady i karmelu. 
Przygotowujemy:
4 batoniki Mars
1 i 1/4 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka kakao (dałam dwie, ale lepsze byłyby z jedną)
3/4 szklanki cukru pudru

1/2 szklanki mleka
1/3 szklanki oleju
1 jajko

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Batoniki kroimy na drobne kawałki. Suche składniki mieszamy w jednej misce, dorzucamy pokrojone batoniki i mieszamy tak, żeby dokładnie je obtoczyć. Mokre składniki ubijamy w drugiej misce. Łączymy zawartość obu misek i delikatnie mieszamy. Przekładamy do foremek wyłożonych papilotkami lub natłuszczonych i wysypanych mąką - do 2/3 wysokości maksymalnie. Pieczemy 20 minut.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...