Pokazywanie postów oznaczonych etykietą migdały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą migdały. Pokaż wszystkie posty

16.10.2016

Straszliwe paluchy wiedźmy na Halloween

Okres poprzedzający Halloween sprzyja wypiekaniu przeróżnych słodkości w kształcie kotów, kapeluszy wiedźm czy nietoperzy. W Ameryce, ojczyźnie tego święta, takie ciasteczka są potem rozdawane wizytującym dzieciom w celu uniknięcia psikusów :) W Polsce Halloween robi się coraz bardziej popularne komercyjnie, choć nie ma korzeni w naszej tradycji. Jednak namawiam do upieczenia ciasteczek wyglądających jak naprawdę obrzydliwe paluchy prawdziwie paskudnej wiedźmy - najlepiej z dziećmi lub gośćmi w ramach wspólnej zabawy :) Ciasteczka wyglądają odstraszająco, ale są wyjątkowo pyszne! A radości przy ich formowaniu co niemiara :)



Przygotowujemy:
2 duże jajka od kur z wolnego wybiegu
1/4 łyżeczki ekstraktu z wanilii (lub pasty waniliowej)
115 g masła
1/2 szklanki cukru pudru
5 łyżek drobnego cukru
Szczypta soli
1 i 2/3 szklanki maki pszennej
Migdały blanszowane (całe)
Dżem malinowy (lub inny czerwony)


W miseczce lekko roztrzepujemy 1 żółtko, 1 całe jajko i wanilię. Białko na razie zostaje oddzielnie.
W dużej misce miksujemy masło, oba cukry i sól. Dodajemy mieszankę jajkową :) lekko miksujemy, dosypujemy mąkę i delikatnie mieszamy tylko do momentu, aż nie będzie śladów mąki. Kluczowe jest, by zrobić to szybko i niezbyt intensywnie! 
Zawijamy ciasto w folię (można od razu podzielić na 2 kawałki) i wstawiamy do lodówki na godzinę. 
Po tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Wyjmujemy pierwszą część ciasta z lodówki, dzielimy mniej więcej na 15 kawałków – każdy z nich to będzie jeden paluch. Rolujemy po jednym w kształt palucha, odciskamy widelcem w dwóch miejscach rowki na zgięciach paluchów. W miejscu paznokcia ciasto delikatnie spłaszczamy, smarujemy trochę dżemem i wciskamy cały migdał (lub ekonomiczniej - połówkę przekrojonego wzdłuż). Dla lepszego efektu dżemem można posmarować też miejsce "urwania" palucha ;) Paluchy smarujemy cieniutko roztrzepanym białkiem.
Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy około 12 minut – muszą być zrumienione, a paznokieć paskudnie pożółkły :) 
To samo z drugim kawałkiem ciasta, który przez ten czas grzecznie czekał w lodówce :) Czyli wychodzą dwie blachy mniej więcej.

Cały wic polega na tym, by nie miksować za długo ciasta po dodaniu masy jajecznej (ani samej masy) - wtedy paluchy nie urosną za bardzo i nie zatrze się ich niepowtarzalny charakter :)


Inspiracja: Martha Stewart

8.10.2015

Tarta gruszkowo-migdałowa zwana tartą normandzką

Gruszki w cieście to taka złota, słoneczna jesień, nie szarugi i kałuże, tylko czerwone liście i kasztany. Samymi gruszkami, przyznam, nie objadam się nadmiernie, ale w cieście zawsze uwielbiam. No i któregoś dnia moja młodsza córka przywiozła karton dzikich konferencji, gruszek twardawych, nieco za suchych, takich do jedzenia nie bardzo, ale do pieczenia... Przepis z mojej ulubionej książki Step-by-step Baking, autorstwa Caroline Bretherton. Zapachów w czasie pieczenia nie mogłam podziwiać, bo katar mnie zmógł, ale sądząc z okrzyków rodziny warto było :) No i patrząc po zdjęciach - tartę upiekłam późnym wieczorem, a następnego dnia rano... brakowało jednej czwartej. Chociaż piekłam z półtorej proporcji w dużej formie...


Przygotowujemy:
Ciasto
175 g mąki pszennej
3 żółtka
60 g drobnego cukru
75 g masła
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
3-4 dojrzałe gruszki

Masa migdałowa
125 g blanszowanych migdałów
125 g masła
100 g drobnego cukru
1 żółtko + 1 całe jajko
kilka kropli ekstraktu migdałowego (opcjonalnie)
2 łyżki mąki pszennej

Wysypujemy na stolnicę mąkę, robimy dołek, wlewamy żółtka i wsypujemy cukier. Dodajemy masło i nożem siekamy całość, a potem szybko zagniatamy gładką kulkę. Owinięte folią spożywczą, wkładamy na 30 minut do lodówki.
Schłodzone ciasto wyciągamy, wałkujemy na koło o średnicy 5 cm większej niż forma. Natłuszczamy foremkę i wykładamy nią ciasto. Wkładamy do lodówki.
Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. W tym czasie przygotowujemy masę migdałową.
Migdały mielimy / blendujemy na proszek. W oddzielnym pojemniku miksujemy masło z cukrem na miękką puszystą masę, dolewamy po troszku jajko roztrzepane z żółtkiem, dobrze miksując po każdym dolaniu. Na końcu wsypujemy zmielone migdały i mąkę. 
Obieramy gruszki, wykrawamy gniazda nasienne i kroimy na plasterki. 
Wyjmujemy formę z ciastem z lodówki. Na dnie rozsmarowujemy masę migdałową, a na niej układamy koncentrycznie plasterki gruszek. 
Wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 12-15 minut, po czym redukujemy temperaturę do 180 stopni i pieczemy kolejnych 25-30 minut. Na wierzchu masa migdałowa musi się przyrumienić.
Tarta jest pyszna zarówno na gorąco, jak i następnego dnia. Choć uczciwie ostrzegam, że może nie dotrwać :)





11.04.2015

Muffinki jabłkowo-orzechowe z kruszonką cynamonową

Dzisiaj śniadanie bogów! Moja młodsza córka postawiła na stole kanapki, sałatkę, zapiekła pomidory z mozzarellą, a na deser - upiekłyśmy muffiny! Zjedzone prawie prosto z piekarnika, gorące jeszcze, z obłędną kruszonką. Do tego kawa latte i mam energię na cały dzień! Polecam gorąco na śniadanie, bo przygotowanie zajmuje jedynie jakieś 10 minut, a pieczenie - 20-25.
 


Przygotowujemy:
1 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki razowej (u mnie orkiszowa)
2 łyżki cukru brązowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
1 duże jabłko
garść orzechów włoskich
garść migdałów (niekoniecznie, mogą być same orzechy)
3/4 szklanki śmietanki kremówki (można zastąpić maślanką)
1 szklanka soku jabłkowego
2 jajka
4-5 łyżek miodu (ja dałam golden syrup)
Kruszonka
40 g masła
35 g cukru trzcinowego
1 łyżeczka cynamonu
70 g mąki

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Robimy kruszonkę. Masło rozpuszczamy i mieszamy z pozostałymi składnikami. ma być dość mokre ciasto, do lepienia placami. Odstawiamy na bok. 
Mieszamy wszystkie składniki suche w jednej misce, mokre - w drugiej. Jabłko ścieramy na grubej tarce lub kroimy w kostkę, orzechy i migdały siekamy, następnie wszystko wsypujemy do miski z suchymi składnikami. Wlewamy mokre składniki do suchych. Mieszamy delikatnie (nie za długo, tyle, ile trzeba, by jako tako połączyć składniki) i napełniamy foremki do muffinek. U mnie wyszło 12 sztuk dużych; mniejszych, standardowych wyjdzie ok. 16 sztuk. Muffinki posypujemy kruszonką lepioną w palcach - im większe kawałki, tym lepsze :)
Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 25 minut (mniejsze krócej). Muszą być zrumienione i pięknie wyrośnięte. 






11.01.2015

Obłędne finansjerki z malinami, czyli co jeszcze można zrobić z białek :)

To jest odkrycie i specjalność mojej młodszej córki. Otóż razu pewnego splotły się w czasie dwie sytuacje: w lodówce zalegały białka, a ja poszłam na zebranie do szkoły młodszego dziecka. Dziecko było wtedy uczniem niezłym, ale wiadomo - zebranie zaraz po pracy, głód w żołądku, marzenie o herbacie i książce - w sercu. I tego właśnie magicznego razu, gdy wróciłam sterana z zebrania, oczom moim ukazał się raj - nakryty stół, gorąca herbata z cytryną i ciepłe jeszcze, nieznane mi babeczki z truskawkami. Dzieło Tysi, która chciała złagodzić skutki gniewu matczynego :) Okazały się przepyszne, chrupiące na zewnątrz, lekko ciągnące w środku, migdałowo-owocowe. No bajka. Babeczki zostały wynalezione przez dziecko w książce o tym, co można zrobić z Nutelli, a ja dostałam na urodziny śliczną książkę "What Katie ate" od mojej żony Marty (Martuniu, dziękuję!) i tam też jest podobny przepis (francuskie babeczki). Więc zmiksowałam oba. Przepis jest prosty i nie może nie wyjść, a nadziewać babeczki można innymi owocami, nutellą i czym tylko dusza zapragnie.
Przygotowujemy:
6 białek
100 g stopionego masła
200 g zmielonych blanszowanych migdałów lub mąki migdałowej
200-220 g cukru pudru
1/2 szklanki mąki pszennej
maliny lub inne owoce

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni i włączamy termoobieg, jeśli mamy. Przygotowujemy formę do muffinek lub specjalną do finansjerek (babeczki w kształcie prostokątów) i natłuszczamy gniazda.
Wlewamy białka do miski i chwilkę ubijamy, ale dosłownie chwilkę. Nie ma to być piana. Dodajemy cukier puder, mąkę, masło i migdały i mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Wlewamy ciasto do foremek/gniazd mniej więcej do 2/3 wysokości. Do każdej babeczki wkładamy maliny i leciutko dociskamy. 
Jeśli nadziewamy babeczki nutellą, to do każdej foremki wlewamy najpierw jedną łyżkę ciasta, na to łyżeczkę nutelli i przykrywamy drugą łyżką ciasta.
Pieczemy 20-25 minut - babeczki muszą być zrumienione, a patyczek wetknięty w środek - suchy. I podajemy od razu, na gorąco - są najlepsze :)


Podziękowania dla Sylwii za zdjęcie ugryzionej babeczki, ja nie zdążyłam :)


25.01.2014

Blondie z migdałami i pierzynką z czekolady

To był wymóg chwili. Piątek pewnego bardzo zajętego tygodnia, spędzonego w biegu pomiędzy pracą a zebraniami szkolnymi, pomiędzy jednym zadaniem a drugim, drugim a trzecim i wciąż nie do ogarnięcia. Ale wszystko mija, chaos też, na szczęście. I jest piątkowe popołudnie, wracam do domu i nie mam tak, że mi się nie chce. Chce mi się, i to bardzo. Upiec ciasto. Zjeść też, ale właśnie bardziej upiec. No to piekę. Oczywiście z czekoladą, jak z czekoladą to brownie, ale tym razem w wersji blond. Wariacja z przepięknej książki "the hummingbird bakery. cookbook", choć moja wersja oczywiście kompletnie inna. Ciasto jest płaskie, słodkie, ale nie za i jest przykryte pierzynką z płatków migdałów i kawałków białej i mlecznej czekolady. 

Przygotowujemy:
150 g białej czekolady + 50 g na pierzynkę
100 g mlecznej czekolady (najlepiej Alpen Gold - najładniej się piecze)
125 g masła
130 g drobnego cukru
2 jajka
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub pasty waniliowej
200 g mąki
szczypta soli
100 g płatków migdałów

Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. 150 g białej czekolady rozpuszczamy na parze razem z masłem (wrzucamy czekoladę do miseczki metalowej ustawionej na drugim garnku, w którym gotuje się woda. Miseczka z czekoladą nie może dotykać powierzchni wody). Pilnujemy, żeby para nie buchała zbyt mocno. Odstawiamy na bok, gdy jeszcze niecałe masło jest rozpuszczone, żeby nie dopuścić do rozwarstwienia czekolady. 
W oddzielnej misce ubijamy jajka z cukrem, ekstraktem waniliowym i solą, na gładką, jasną masę. Dodajemy lekko przestudzoną czekoladę i mąkę i miksujemy razem. Na końcu dodajemy płatki migdałów (odkładamy ze 2 łyżki do posypania ciasta z wierzchu) i lekko mieszamy. Wylewamy masę do kwadratowej foremki do brownies (u mnie o boku 23 cm). Na wierzchu posypujemy kawałkami posiekanej czekolady (50 g białej i 100 g mlecznej), a na samym wierzchu odłożonymi płatkami migdałów. Ja zrobiłam odwrotnie i efekt był zachwycający smakowo, ale niepraktyczny: na ciasto wysypałam płatki migdałów, a na to czekoladę, która potem spadała przy podawaniu ciasta. Odwrotnie powinno być lepiej, choć nie sprawdziłam jeszcze. Foremkę z ciastem wkładamy do piekarnika (dolna część) i pieczemy około 35 minut. Sprawdzamy patyczkiem, powinien być lekko wilgotny. Niezależnie od ruchomej pierzynki, ciasto jest pyszne, czekolada na wierzchu to poezja sama w sobie (zarówno na ciepło, jak i następnego dnia), a piątkowy wieczór ogarnięty. I tak oto zaczęłam mroźny, ale przepiękny weekend :)



29.04.2012

Ciasteczka z musli na bogato

Wszystko zaczęło się od tego, że jedziemy na majówkę. Oczywiście chciałam upiec ciasto w darze dla gościnnych gospodarzy, ale w taki upał moglibyśmy go nie dowieźć. Na pocieszenie P. rzucił: kupimy ciasteczka owsiane na miejscu i będziesz miała swoje przekąski. Co to, to nie. Od kiedy piekę ciasta, żadnych kupnych już nie jadam, mowy nie ma. I tak postanowiłam upiec ciasteczka owsiane. Na drogę i w darze. Nie spodobało mi się jednak, jak wygląda mieszanka mąki z płatkami owsianymi... tak jakoś biednie i niekolorowo... :) Tysia wyciągnęła swoją "Książkę kucharską dla dziewczynek" z wyd. Olesiejuk z przepisem na herbatniki musli. I tak, trochę zerkając na przepis, ale nie do końca (przymykając też oczy na błędy w przepisie, które niewprawnemu małemu kucharzowi uniemożliwiłyby upieczenie tych ciasteczek), zrobiłam własne ciasteczka musli - ze wszystkim, co mi wpadło w ręce: żurawiną, sezamem, siemieniem lnianym, rodzynkami, migdałami, płatkami owsianymi i słonecznikiem. Bogactwo błonnika, naturalnej słodyczy i mikroelementów. I pyszne jak żadne kupne :)
Przygotowujemy (na 2 blachy ciastek):
600 g musli*
200 g mąki pełnoziarnistej (orkiszowa lub pszenna)
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
150-200 g brązowego cukru
200 g rozpuszczonego masła
3 łyżki miodu
2 jajka

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Musli mieszamy z mąką, proszkiem do pieczenia i cukrem. Dolewamy masło, miód i wbijamy jajka. Mieszamy całość łyżką. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i nakładamy ciasteczka łyżką (będą nierówne i nieregularne), albo w dłoni formujemy kulki nieco większe od orzecha włoskiego, rozpłaszczamy je i układamy na blasze. Pieczemy 15-20 minut, do zrumienienia.

*musli zrobiłam z płatków owsianych, rodzynek, żurawiny, startych migdałów, posiekanych migdałów, sezamu, siemienia lnianego, ziarna słonecznika - wystarczy wszystko ze sobą wymieszać. Można komponować dowolne mieszanki ulubionych elementów :)



15.04.2012

Ciasto migdałowo-malinowe boskie, czyli Bakewell Tart

Ostatnio, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, zamiast samej kawy na wynos w znanej sieci kawiarnianej pod moim biurem, wzięłam na dokładkę ciasto o wdzięcznej nazwie Malinowa rozkosz. Zawołało do mnie przez szybkę i czułam, że to będzie to. Było. Kruchy, cieniutki spód, na nim warstwa konfitury malinowej, dalej migdałowe mięciutkie ciasto posypane płatkami migdałów i z zatopionymi malinami. Boski smak. Było to nic innego jak tarta Bakewell, tradycyjny wypiek brytyjski i bardzo znany na wyspach. U nas mniej, a szkoda. Postanowiłam odtworzyć smak, żeby nie musieć więcej płacić pieruńskiej kwoty za maleńki kawałeczek. Przepis znalazłam na BBC i upiekłam z małymi modyfikacjami. Stwierdzam, co następuje: ciasto wygląda nieco inaczej niż boski pierwowzór (jest ciemniejsze, bo użyłam zmielonych migdałów z łupinkami), ale smakuje równie wspaniale. Jest w nim zaklęty smak lata (maliny) i gęste, ciągnące ciasto migdałowe, w którym zakochuję się bez pamięci. Na deszczową pogodę niezastąpione :)

Przygotowujemy:
Kruche ciasto
300 g mąki pszennej
125 g masła
30 g cukru
2 jajka
Ciasto migdałowe
225 g masła
225 g cukru pudru
225 g zmielonych migdałów
3 jajka
skórka otarta z 1 cytryny
50 g mąki
Dodatkowo
słoik konfitury malinowej (użyłam 220 g)
maliny
płatki migdałów

Zagniatamy kruche ciasto: siekamy zimne masło z mąką i cukrem, dodajemy jajka i szybko zagniatamy ciasto na gładką kulę. Wsadzamy je do lodówki, owinięte folią aluminiową.
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. W tym czasie przygotowujemy warstwę migdałową. Masło ucieramy z cukrem pudrem i migdałami, dodajemy po jednym jajku, po każdym dokładnie miksujemy masę. Na końcu dodajemy skórkę cytrynową i mąkę i raz jeszcze dokładnie miksujemy. 
Wyjmujemy schłodzoną kulę ciasta z lodówki, wyklejamy nim prostokątną formę (30x20 cm.) wysmarowaną masłem i wysypaną mąką i wstawiamy do piekarnika na 20 minut. Wyjmujemy i lekko studzimy.
Lekko przestudzone ciasto smarujemy ciasto konfiturą malinową, wykładamy na to warstwę migdałową, delikatnie wciskamy maliny w ciasto i posypujemy płatkami migdałów.
Pieczemy kolejne 25 minut, do zrumienienia. Kroimy po ostudzeniu.
Ciasto jest absolutnie boskie.


A to powtórka - migdały zmielone bez skórki, ciasto przypomina dokładnie
wspaniały oryginał, a smakuje... jeszcze lepiej!


6.04.2012

Mazurek migdałowy z konfiturą z płatków róży

Jakiś czas temu przystanęłam przy pewnym stoisku w przejściu nieciekawej galerii handlowej. Skusiło mnie kolorowe bogactwo: sprzedają tam kawy i herbaty, ale także dodatki do samodzielnego komponowania ulubionych mieszanek, kubki, dzbanki, bakalie do chrupania, konfitury... no właśnie :) zawołały do mnie konfitury z płatków róży, bez wahania je kupiłam i od tej pory stały w szafce. W Wielki Czwartek, gdy szykowałam menu na tegoroczną Wielkanoc, pomyślałam, że róża musi fajnie komponować się z migdałami. Tak powstał pomysł mazurka prawdziwie migdałowo-różanego. Nie takiego posmarowanego konfiturą i wysypanego płatkami migdałów. Słodkiego, ale wyrazistego, w żadnym razie nie mdłego. Konfitura utworzyła w masie migdałowej przepiękne, różowe zawijasy, które na wierzchu pięknie się skarmelizowały. Mazurek to nietypowy, bo nie jest bardzo płaski. Przepis dostałam od mojej fajnej koleżanki Ewy Z., a oryginalny mazurek nazywał się Frangipane. Jak zwał, tak zwał - ja wolę jeść :)
Przygotowujemy:

kruchy spód
150 g zmielonych migdałów
150 g mąki
100 g masła
60 g cukru
1 jajko
szczypta soli
masa frangipane
125 g zmielonych migdałów
125 g miękkiego masła
125 g cukru
2 łyżki mąki
2 jajka
szczypta soli
100 g konfitury z płatków róży

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Na stolnicy łączymy mąkę z migdałami, solą, cukrem, dodajemy masło pokrojone na kawałki i jajko, zagniatamy ciasto na gładką kulę. wałkujemy i wykładamy nim natłuszczoną i wysypaną mąką formę. Podpiekamy przez 15-20 minut. 
W tym czasie szykujemy masę. Migdały miksujemy z masłem, cukrem, mąką, solą i jajkami.
Smarujemy konfitura podpieczony spód i wykładamy masę. Można delikatnie łyżeczką zrobić esy-floresy, żeby konfitura ozdobiła masę. Można także posypać na wierzchu migdałowymi płatkami - dekoracja tego mazurka po upieczeniu jest utrudniona. Wierzch jest zwarty, zatem można go udekorować polewą, ale według mnie to już będzie przesada smakowa. Dopiekamy ciasto jeszcze ok. 40 minut w 170 stopniach.





25.02.2012

Tarta figowo-migdałowa

Dziś dzień pod znakiem Betty. Zapowiedziała się na wizytę, a ponieważ najlepiej nam się rozmawia przy kawie, to i słodkości muszą być. Ostatnio Piotruś przyniósł całą torbę wspaniałych suszonych fig z Maroka i miałam na nie ogromną ochotę. Na nieocenionym blogu White Plate znalazłam przepis na tartę figową Jamiego Oliviera. Lepiej być nie mogło :)
Tarta na kruchym, maślanym spodzie, z lekko ciągnącym migdałowym wnętrzem i chrupiącą maślaną skorupką, otaczającą mięciutkie upieczone figi. Wiedziałam, że sobota upłynie mi pod jej znakiem. Tarta okazała się absolutnym przebojem i na pewno będzie u mnie gościć częściej, a przynajmniej dopóki worek z figami nie ukaże swojego dna :) Ciasto jest stosunkowo łatwe, ale czasochłonne, na przygotowania należy przeznaczyć około 2 godzin, z przerwami na chłodzenie.




Przygotowujemy:
15 całych fig (miałam suszone, są twardsze, pokroiłam je na plasterki)
30 g cukru pudru
2 łyżki wody
listki z 2 gałązek świeżego tymianku (pominęłam)
skórka z pomarańczy

Na kruche ciasto:
125 g masła
100 g cukru pudru
szczypta soli
250 g mąki pszennej
1 laska wanilii
skórka z 1/2 cytryny
2 duże żółtka
2 łyżki zimnego mleka lub wody (dałam mleko)

Na masę migdałową:
280 g migdałów, bez łupin
50 g mąki pszennej
250 g masła
250 g cukru pudru
2 duże jajka, lekko rozmącone
1 laska wanilii
1 łyżka grappy (nie miałam, pominęłam)

Najpierw należy zagnieść kruche ciasto. Zrobiłam to klasycznie: mąkę na stolnicę, masło do niej wkroiłam nożem, dodałam pozostałe składniki i szybciutko wyrobiłam gładką kulę. Musze przyznać, że ciasto z tego przepisu robi się błyskawicznie i bez problemów, nie klei się, jest plastyczne i cudownie pachnie. Gdy ciasto jest już gotowe, delikatnie podsypujemy mąką, tylko tyle, żeby dało się rozwałkować na koło o średnicy nieco większej niż forma do tarty / tortownica - tak, żeby ciasto pokryło dni i boki. Wkładamy je razem z formą do zamrażalnika na godzinę.

W tym czasie bierzemy się za masę migdałową, którą również należy potem chłodzić. 250 gramów migdałów należy rozdrobnić (ja użyłam gotowych tartych) w blenderze i wymieszać z mąką. Ucieramy masło z cukrem, dodajemy po jednym jajku. Mieszamy zawartość obu misek na jednorodną masę i wstawiamy do lodówki na pół godziny.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni i około 12 minut pieczemy ciasto, które chłodziło się w zamrażalniku. Ja je ponakłuwałam, ale jak się okazało - niepotrzebnie. Ciasto nie ma tendencji do tworzenia upiornych purchli, które są zmorą innych kruchych ciast :) Wyjmujemy i lekko je chłodzimy. W tym czasie pozwalamy spaść temperaturze w piekarniku do 170 stopni. Lekko przestudzone ciasto (nie wytrzymałam do całkowitego ostygnięcia) napełniamy masą migdałową, wygładzamy ją i delikatnie wpychamy w nią pokrojone figi (według Jamiego Oliviera świeżym figom ucinamy ogonki, rozkrawamy figę delikatnie w krzyżyk od góry i rozchylamy brzegi skórki, po czym wkładamy je częścią otwartą ku górze). 
Podgrzewamy wodę z cukrem pudrem, aż się rozpuści i smarujemy nią figi. Wierzch tarty obsypujemy posiekaną resztą migdałów (na przykład w słupki) i otartą skórką pomarańczową. 
I tymiankiem - ale ja pominęłam :)
Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy, aż skorupka na wierzchu będzie rumiana. Mi to zajęło 45 minut. Ale te zapachy... migdałowo-maślana masa w połączeniu ze skórką pomarańczową i kruchym ciastem z lekko cytrusowa nutą... No bajka :)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...