Zrodzone z potrzeby chwili. Bo myślałam, że mój brat wciąż jest weganinem... To na jego urodziny... Zapomniał mi powiedzieć, że już nie jest :) I oto, trochę przypadkiem, trochę niepotrzebnie, upiekłam jedno z najlepszych ciast czekoladowych w życiu. I do tego 100% wegańskie. Szanowni Państwo, nikt nie uwierzył, że jest bez jajek i masła, nikt także nie odgadł sekretnego składnika, które nadało ciastu wilgotność i świetną konsystencję. To cukinia :) Nie ma się co dziwić, piekliśmy już tutaj ciasta z różnymi warzywami: dynią, cukinią, marchewką, a nawet.... pomidorami! Ale to ciasto jest naprawdę wyjątkowo przepyszne :) Obiecuję ładniejsze zdjęcia, gdy powtórzę eksperyment, bo zdążyłam cyknąć tylko komórką :)
Przygotowujemy:
Ciasto
1 i 1/2 szklanki mąki (pszenna lub orkiszowa)
szczypta soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki kakao
1 kopiasta łyżeczka przyprawy do piernika lub 1 łyżeczka cynamonu + 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
2 wegańskie jajka (czyli 2 łyżki zmielonego siemienia lnianego zalane 6 łyżkami wody)
1/2 szklanki oleju roślinnego
1/2 szklanki brązowego cukru light muscovado (lub trzcinowego)
2 łyżki cukru brązowego trzcinowego
1/2 łyżki soku z cytryny
1 szklanka startej na drobnej tarce cukinii
100 g łezek czekoladowych lub gorzkiej czekolady posiekanej na drobne kawałki
Polewa
100 g dobrej gorzkiej czekolady
2 łyżki cukru pudru
1 łyżka oleju kokosowego
Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. Do miski wsypujemy suche składniki: mąkę, sól, sodę, proszek, przyprawy i kakao, mieszamy. W kubku mieszamy siemię lniane z wodą i odstawiamy do zgęstnienia. W oddzielnej misce mieszamy mokre składniki razem z cukrem i cukinią. Dodajemy tam siemię lniane i łezki czekoladowe. Wlewamy mokre składniki do suchych i "mieszamy nogą", czyli byle jak, nie za mocno i nie za długo :)
Przelewamy ciasto do blaszki keksówki (najwyżej do 3/4 wysokości - urośnie) i wkładamy do rozgrzanego piekarnika na 45-60 minut (sprawdzamy patyczkiem, czy gotowe). Po wyjęciu odstawiamy ciasto do przestudzenia i robimy polewę. Wszystkie składniki rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w małym garnuszku na minimalnym ogniu. Po przestygnięciu i lekkim zgęstnieniu polewa nadaje się do wylania na ciasto. Zastyga świetnie w lodówce.
Inspiracja stąd.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CIASTA CZEKOLADOWE I BROWNIES. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CIASTA CZEKOLADOWE I BROWNIES. Pokaż wszystkie posty
7.03.2016
25.01.2014
Blondie z migdałami i pierzynką z czekolady
To był wymóg chwili. Piątek pewnego bardzo zajętego tygodnia, spędzonego w biegu pomiędzy pracą a zebraniami szkolnymi, pomiędzy jednym zadaniem a drugim, drugim a trzecim i wciąż nie do ogarnięcia. Ale wszystko mija, chaos też, na szczęście. I jest piątkowe popołudnie, wracam do domu i nie mam tak, że mi się nie chce. Chce mi się, i to bardzo. Upiec ciasto. Zjeść też, ale właśnie bardziej upiec. No to piekę. Oczywiście z czekoladą, jak z czekoladą to brownie, ale tym razem w wersji blond. Wariacja z przepięknej książki "the hummingbird bakery. cookbook", choć moja wersja oczywiście kompletnie inna. Ciasto jest płaskie, słodkie, ale nie za i jest przykryte pierzynką z płatków migdałów i kawałków białej i mlecznej czekolady.
Przygotowujemy:
150 g białej czekolady + 50 g na pierzynkę
100 g mlecznej czekolady (najlepiej Alpen Gold - najładniej się piecze)
125 g masła
130 g drobnego cukru
2 jajka
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub pasty waniliowej
200 g mąki
szczypta soli
100 g płatków migdałów
Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. 150 g białej czekolady rozpuszczamy na parze razem z masłem (wrzucamy czekoladę do miseczki metalowej ustawionej na drugim garnku, w którym gotuje się woda. Miseczka z czekoladą nie może dotykać powierzchni wody). Pilnujemy, żeby para nie buchała zbyt mocno. Odstawiamy na bok, gdy jeszcze niecałe masło jest rozpuszczone, żeby nie dopuścić do rozwarstwienia czekolady.
W oddzielnej misce ubijamy jajka z cukrem, ekstraktem waniliowym i solą, na gładką, jasną masę. Dodajemy lekko przestudzoną czekoladę i mąkę i miksujemy razem. Na końcu dodajemy płatki migdałów (odkładamy ze 2 łyżki do posypania ciasta z wierzchu) i lekko mieszamy. Wylewamy masę do kwadratowej foremki do brownies (u mnie o boku 23 cm). Na wierzchu posypujemy kawałkami posiekanej czekolady (50 g białej i 100 g mlecznej), a na samym wierzchu odłożonymi płatkami migdałów. Ja zrobiłam odwrotnie i efekt był zachwycający smakowo, ale niepraktyczny: na ciasto wysypałam płatki migdałów, a na to czekoladę, która potem spadała przy podawaniu ciasta. Odwrotnie powinno być lepiej, choć nie sprawdziłam jeszcze. Foremkę z ciastem wkładamy do piekarnika (dolna część) i pieczemy około 35 minut. Sprawdzamy patyczkiem, powinien być lekko wilgotny. Niezależnie od ruchomej pierzynki, ciasto jest pyszne, czekolada na wierzchu to poezja sama w sobie (zarówno na ciepło, jak i następnego dnia), a piątkowy wieczór ogarnięty. I tak oto zaczęłam mroźny, ale przepiękny weekend :)
Przygotowujemy:
150 g białej czekolady + 50 g na pierzynkę
100 g mlecznej czekolady (najlepiej Alpen Gold - najładniej się piecze)
125 g masła
130 g drobnego cukru
2 jajka
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub pasty waniliowej
200 g mąki
szczypta soli
100 g płatków migdałów
Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. 150 g białej czekolady rozpuszczamy na parze razem z masłem (wrzucamy czekoladę do miseczki metalowej ustawionej na drugim garnku, w którym gotuje się woda. Miseczka z czekoladą nie może dotykać powierzchni wody). Pilnujemy, żeby para nie buchała zbyt mocno. Odstawiamy na bok, gdy jeszcze niecałe masło jest rozpuszczone, żeby nie dopuścić do rozwarstwienia czekolady.
W oddzielnej misce ubijamy jajka z cukrem, ekstraktem waniliowym i solą, na gładką, jasną masę. Dodajemy lekko przestudzoną czekoladę i mąkę i miksujemy razem. Na końcu dodajemy płatki migdałów (odkładamy ze 2 łyżki do posypania ciasta z wierzchu) i lekko mieszamy. Wylewamy masę do kwadratowej foremki do brownies (u mnie o boku 23 cm). Na wierzchu posypujemy kawałkami posiekanej czekolady (50 g białej i 100 g mlecznej), a na samym wierzchu odłożonymi płatkami migdałów. Ja zrobiłam odwrotnie i efekt był zachwycający smakowo, ale niepraktyczny: na ciasto wysypałam płatki migdałów, a na to czekoladę, która potem spadała przy podawaniu ciasta. Odwrotnie powinno być lepiej, choć nie sprawdziłam jeszcze. Foremkę z ciastem wkładamy do piekarnika (dolna część) i pieczemy około 35 minut. Sprawdzamy patyczkiem, powinien być lekko wilgotny. Niezależnie od ruchomej pierzynki, ciasto jest pyszne, czekolada na wierzchu to poezja sama w sobie (zarówno na ciepło, jak i następnego dnia), a piątkowy wieczór ogarnięty. I tak oto zaczęłam mroźny, ale przepiękny weekend :)
23.03.2013
Mega brownie kokosowe
Wynalazek chwili. W Tesco z racji zrobienia potężnych zakupów wybieraliśmy gratisy, między innymi czekolady nadziewane Wawela. Zostały jedynie Tiki-Taki, deserowe orzechowo-kokosowe. Wzięliśmy paczkę czterech. I tak w piątek, po dość intensywnym tygodniu, naszła mnie refleksja, że czymże byłby ten wspaniały początek weekendu bez brownie? Pomyślałam, że mocno czekoladowe brownie z nutką kokosową jest właśnie tym, czego pragnę w tej chwili. I było. W pieczeniu brownie doszłam chyba do perfekcji :) Krucha skorupka z wierzchu, ciągnące czekoladowe wnętrze, i kokos, który tak doskonale komponuje się z czekoladą. Jedyna trudność w pieczeniu tego błyskawicznego, bezproblemowego ciasta to wyczaić właściwy moment, kiedy jest gotowe. Zbyt długo pieczone staje się zwykłym murzynkiem, zbyt krótko - jest surowe w środku. W przepisie starałam się wyjaśnić, jak sprawdzić, kiedy nadszedł ten idealny moment.
3 tabliczki czekolady Tiki-Taki Wawela
1 tabliczkę gorzkiej czekolady
250 g masła
5 jajek
300 g cukru
3/4 szklanki wiórków kokosowych
200 g mąki
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 185 stopni. Przygotowujemy prostokątną sporą blaszkę, natłuszczamy ją i wykładamy papierem do pieczenia. Masło i wszystkie czekolady połamane na kawałki rozpuszczamy w kąpieli wodnej (metalowa miska lub mały garnek wstawiony na drugi, większy, w którym gotuje się woda). Ostawiamy do lekkiego przestudzenia. W tym czasie ubijamy mikserem jajka z cukrem, aż zgęstnieją i zwiększą objętość. Wlewamy masę czekoladową do środka, miksujemy, dosypujemy wiórki kokosowe i mąkę, mieszamy. Ot, i wszystko. Przelewamy ciasto do blaszki i wkładamy do piekarnika. Ja zwykle ustawiam czas pieczenia na 25 minut i sprawdzam. Patyczek jest mocno oblepiony surowym ciastem - wsuwam blaszkę z powrotem na kolejne 5 minut. Jeśli znów to samo - kolejne 5 minut. Wkrótce jednak nadejdzie moment, kiedy patyczek jest tylko troszkę oblepiony ciastem - natychmiast wyciągamy blaszkę. Ja zwykle piekę ciasto 30-35 minut. Im większa blaszka, tym ciasto niższe i piecze się krócej. Trzeba pilnować. A potem... zajadać na gorąco, prosto z blaszki, a jeśli ciasto dotrwa do kolejnego dnia, to tym lepiej, bo wtedy jest najpyszniejsze :)
2.11.2012
Brownie z krówkami
Po długiej przerwie Upiecz mnie i najczekoladowsze ciasta świata powracają :) Tym razem edycja brownie z krówkami lub kajmakiem, przepis według mojego ulubionego ostatnio Davida Lebovitza, z książki Słodkie życie w Paryżu, którą miałam, zanim trafiła do księgarń ;) nieco zmodyfikowałam przepis i zmniejszyłam ilość kakao gorzkiego, bo wszystkie trzy wolimy raczej słodkie brownie niż wytrawne, gorzko-czekoladowe.
Brownie jest przepyszne. Dodałam do niego karmelki-krówki z Lidla, bo żadna z nas nie miała najmniejszej ochoty czekać na wyprodukowanie kajmaku. Był piękny, piątkowy poranek, dzień wolny od szkoły i pracy, i tak jakoś obudziłam się i pomyślałam: czekolada. Pierwsze słowo, pierwsza zachcianka, natychmiastowa realizacja. Podobnie jak David, zawsze mam w szafkach zapas czekolady do pieczenia. Zawsze. I dzięki temu właśnie, w równo 35 minut wyprodukowałam śniadanie - ambrozję bogów, czekoladową rozkosz, podaną na ciepło, z rozpływającymi się krówkami w środku. Codziennie tak nie można, ale dziś właśnie tak.
Przygotowujemy:
120 g masła (może być solone)
170 g gorzkiej czekolady połamanej na kawałki
1-2 łyżki gorzkiego kakao
3 duże jajka z wolnego wybiegu (w temperaturze pokojowej)
niecała szklanka cukru
łyżeczka pasty waniliowej lub ekstraktu z wanilii
140 g mąki (około szklanki)
opcjonalnie szklanka uprażonych, posiekanych orzechów (ja nie dodałam)
szklanka kajmaku lub miękkich krówek, pokrojonych w kostkę
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Smarujemy tłuszczem i wykładamy papierem kwadratową lub małą prostokątna blachę do brownie. Rozpuszczamy czekoladę z masłem w kąpieli wodnej i odstawiamy na chwilkę do przestudzenia. Ubijamy jajka z cukrem i wanilią na puch, dolewamy masę czekoladową, wsypujemy mąkę i kakao i mieszamy, a jeśli dodajemy orzechy, to teraz jest dobry moment :) Przelewamy połowę masy do blaszki i teraz zaczyna się zabawa. Albo układamy na niej połowę posiekanych krówek, albo wylewamy łyżką masę kajmakową w porcjach wielkości śliwki i przejeżdżamy wykałaczką, tworząc fantazyjne wzorki. Na to wylewamy resztę masy czekoladowej i układamy resztę krówek lub kajmaku. Pieczemy około 20-25 minut. W przepisie oryginalnym było 45 minut, ale to stanowczo za długo moim zdaniem. Brownie ma być lekko niedopieczone, wilgotne, bardzo czekoladowe, z rozpływającym się kajmakiem lub krówkami. U mnie krówki :)
Brownie jest przepyszne. Dodałam do niego karmelki-krówki z Lidla, bo żadna z nas nie miała najmniejszej ochoty czekać na wyprodukowanie kajmaku. Był piękny, piątkowy poranek, dzień wolny od szkoły i pracy, i tak jakoś obudziłam się i pomyślałam: czekolada. Pierwsze słowo, pierwsza zachcianka, natychmiastowa realizacja. Podobnie jak David, zawsze mam w szafkach zapas czekolady do pieczenia. Zawsze. I dzięki temu właśnie, w równo 35 minut wyprodukowałam śniadanie - ambrozję bogów, czekoladową rozkosz, podaną na ciepło, z rozpływającymi się krówkami w środku. Codziennie tak nie można, ale dziś właśnie tak.
Przygotowujemy:
120 g masła (może być solone)
170 g gorzkiej czekolady połamanej na kawałki
1-2 łyżki gorzkiego kakao
3 duże jajka z wolnego wybiegu (w temperaturze pokojowej)
niecała szklanka cukru
łyżeczka pasty waniliowej lub ekstraktu z wanilii
140 g mąki (około szklanki)
opcjonalnie szklanka uprażonych, posiekanych orzechów (ja nie dodałam)
szklanka kajmaku lub miękkich krówek, pokrojonych w kostkę
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Smarujemy tłuszczem i wykładamy papierem kwadratową lub małą prostokątna blachę do brownie. Rozpuszczamy czekoladę z masłem w kąpieli wodnej i odstawiamy na chwilkę do przestudzenia. Ubijamy jajka z cukrem i wanilią na puch, dolewamy masę czekoladową, wsypujemy mąkę i kakao i mieszamy, a jeśli dodajemy orzechy, to teraz jest dobry moment :) Przelewamy połowę masy do blaszki i teraz zaczyna się zabawa. Albo układamy na niej połowę posiekanych krówek, albo wylewamy łyżką masę kajmakową w porcjach wielkości śliwki i przejeżdżamy wykałaczką, tworząc fantazyjne wzorki. Na to wylewamy resztę masy czekoladowej i układamy resztę krówek lub kajmaku. Pieczemy około 20-25 minut. W przepisie oryginalnym było 45 minut, ale to stanowczo za długo moim zdaniem. Brownie ma być lekko niedopieczone, wilgotne, bardzo czekoladowe, z rozpływającym się kajmakiem lub krówkami. U mnie krówki :)
24.09.2012
Wegański placek kawowy. Idealny na początek dnia :)
Brat wciąż jest weganinem :) Ja zatem wciąż piekę mu ciasta, wymyślam nowe, w zasadzie wszystko dorzucam na oko, ważę składniki tylko na potrzeby zapisania receptury na blogu. Ale muszę tu dodać istotną uwagę. Brat zmył mi ostatnio głowę, że nie powinnam mu piec ciast poprzedniego dnia przed spotkaniem, bo najlepsze są po paru dniach, a po tygodniu bajka... A jak mu wręczam w niedzielę ciasto upieczone w sobotę, to większość Brat zjada, zanim ciasto nabierze odpowiedniej mocy. Powiem Bratu weganinowi, żeby ćwiczył silną wolę, ale faktycznie ciasta wegańskie mają w sobie coś takiego magicznego, że starzeją się z urokiem i godnością.Z biegiem dni stają się bardziej lepkie, cięższe, takie jakby ciągnąco-karmelowe. Pyszne. Nie wiem, na czym to polega, ale fakt jest faktem. Zatem, drodzy weganie, ciasta dla gości pieczemy parę dni wcześniej, a potem bierzemy na wstrzymanie. Amen.
Przygotowujemy:
110 g maki pszennej
60 g maki kukurydzianej
110 g cukru trzcinowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki kakao
1 dojrzały, rozgnieciony banan
2 łyżki musu jabłkowego
1/2 szklanki oleju
1/2 szklanki wody
2 łyżeczki ekstraktu kawowego lub 2 łyżki bardzo mocnego naparu z kawy
2 łyżki kawy rozpuszczalnej na wierzch (opcjonalnie)
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Wszystkie składniki suche: obie mąki, cukier, proszek do pieczenia i kakao mieszamy w jednej misce. W drugiej rozgniatamy widelcem banana, dokładamy mus jabłkowy i dokładnie roztrzepujemy owoce z pozostałym składnikami mokrymi: olejem, wodą, kawą. Wylewamy ciasto do prostokątnej foremki (u mnie 30 x 19 cm) natłuszczonej i wysypanej mąką lub kaszą manną. Posypujemy po wierzchu niewielką ilością kawy rozpuszczalnej w granulkach, jeśli chcemy uwolnić dodatkowe aromaty kawowe :) Pieczemy 35-45 minut, do suchego patyczka. I, przypomnę raz jeszcze, odstawiamy pod przykryciem szczelnym i nieprzezroczystym, żeby nie kusiło, na parę dni :)
Przygotowujemy:
110 g maki pszennej
60 g maki kukurydzianej
110 g cukru trzcinowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki kakao
1 dojrzały, rozgnieciony banan
2 łyżki musu jabłkowego
1/2 szklanki oleju
1/2 szklanki wody
2 łyżeczki ekstraktu kawowego lub 2 łyżki bardzo mocnego naparu z kawy
2 łyżki kawy rozpuszczalnej na wierzch (opcjonalnie)
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Wszystkie składniki suche: obie mąki, cukier, proszek do pieczenia i kakao mieszamy w jednej misce. W drugiej rozgniatamy widelcem banana, dokładamy mus jabłkowy i dokładnie roztrzepujemy owoce z pozostałym składnikami mokrymi: olejem, wodą, kawą. Wylewamy ciasto do prostokątnej foremki (u mnie 30 x 19 cm) natłuszczonej i wysypanej mąką lub kaszą manną. Posypujemy po wierzchu niewielką ilością kawy rozpuszczalnej w granulkach, jeśli chcemy uwolnić dodatkowe aromaty kawowe :) Pieczemy 35-45 minut, do suchego patyczka. I, przypomnę raz jeszcze, odstawiamy pod przykryciem szczelnym i nieprzezroczystym, żeby nie kusiło, na parę dni :)
16.09.2012
Obłędnie czekoladowe ciasto wegańskie
Brat, zachwycony poprzednią próbą wegańską, zażyczył sobie na imieniny kolejne ciasto, tym razem bardziej czekoladowe. Jeśli to będzie za mało czekoladowe, następnym razem zrobię brownie wegańskie - tak, tak, da się i podobno pyszne - a jeśli i to nie wystarczy, pójdę z tabliczką gorzkiej czekolady :) Moim zdaniem ciasto, które dzisiaj upiekłam, jest tak czekoladowe, że aż trudno sobie wyobrazić czekoladowsze :) ale oczywiście jeszcze wszystko przede mną :)
Przygotowujemy:
1 szklanka mąki pszennej białej
1 szklanka mąki pszennej razowej
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1 łyżka sody oczyszczonej
1 szklanka cukru trzcinowego
1-2 łyżki ciemnego kakao
3 łyżki musu jabłkowego
1 szklanka mleka sojowego (u mnie czekoladowe)
1/3 szklanki wody
1/2 szklanki oleju
100 g gorzkiej czekolady
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Smarujemy formę tłuszczem i wysypujemy cieniutko gorzkim kakao lub mąką, jeśli nie przeszkadzają nam potem białe ślady na cieście. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z łyżeczką oleju, mieszamy i odstawiamy do wystudzenia. Resztę składników dokładnie miksujemy. Jeśli chcemy uzyskać bardziej widoczny efekt marmurkowy, dodajemy 1 łyżkę ciemnego kakao, nie dwie. Z uzyskanej masy odlewamy około szklankę, resztę przekładamy do foremki - u mnie prostokątna 20 x 25 cm. Odłożone ciasto mieszamy dobrze z rozpuszczoną czekoladą, wykładamy po łyżeczce na wierzch jaśniejszego ciasta i patyczkiem robimy artystyczne zawijaski. U mnie niestety są prawie niewidoczne, bo ciasto podczas pieczenia mocno ściemniało i różnice kolorystyczne między obiema warstwami nieco się zatarły, choć widać, że góra jest troszkę ciemniejsza. Przy kolejnej próbie zrobię lepiej widoczny marmurek i wstawię zdjęcia. Wkładamy do pieca i pieczemy 40-50 minut, do suchego patyczka. Ciasto jest bosko czekoladowe, wilgotne i sprężyste. Kto by pomyślał, no no no... :)
Przygotowujemy:
1 szklanka mąki pszennej białej
1 szklanka mąki pszennej razowej
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1 łyżka sody oczyszczonej
1 szklanka cukru trzcinowego
1-2 łyżki ciemnego kakao
3 łyżki musu jabłkowego
1 szklanka mleka sojowego (u mnie czekoladowe)
1/3 szklanki wody
1/2 szklanki oleju
100 g gorzkiej czekolady
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Smarujemy formę tłuszczem i wysypujemy cieniutko gorzkim kakao lub mąką, jeśli nie przeszkadzają nam potem białe ślady na cieście. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z łyżeczką oleju, mieszamy i odstawiamy do wystudzenia. Resztę składników dokładnie miksujemy. Jeśli chcemy uzyskać bardziej widoczny efekt marmurkowy, dodajemy 1 łyżkę ciemnego kakao, nie dwie. Z uzyskanej masy odlewamy około szklankę, resztę przekładamy do foremki - u mnie prostokątna 20 x 25 cm. Odłożone ciasto mieszamy dobrze z rozpuszczoną czekoladą, wykładamy po łyżeczce na wierzch jaśniejszego ciasta i patyczkiem robimy artystyczne zawijaski. U mnie niestety są prawie niewidoczne, bo ciasto podczas pieczenia mocno ściemniało i różnice kolorystyczne między obiema warstwami nieco się zatarły, choć widać, że góra jest troszkę ciemniejsza. Przy kolejnej próbie zrobię lepiej widoczny marmurek i wstawię zdjęcia. Wkładamy do pieca i pieczemy 40-50 minut, do suchego patyczka. Ciasto jest bosko czekoladowe, wilgotne i sprężyste. Kto by pomyślał, no no no... :)
8.09.2012
Brownie z malinami na smutki
Na smutki najlepsza czekolada, każdy to wie. A ponieważ czekaliśmy na miłego gościa i każde z nas planowało się troszkę wyżalić, zarządziłam brownie. Brownie bardzo czekoladowe pieczone z malinami i udekorowane później świeżymi. Żeby lepką słodycz czekolady złamać lekko kwaśnymi malinkami. Żeby wszystko było w idealnej równowadze. Żeby wreszcie było tak, jak powinno być. Wspaniale :)
Przygotowujemy:
200 g gorzkiej czekolady
100 g mlecznej czekolady
180 g masła
1 i 1/2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2 łyżki kakao gorzkiego
100 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 g drobnego cukru
100 g cukru trzcinowego
150 g malin
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 170 stopni. Rozpuszczamy oba rodzaje czekolad razem z masłem w kąpieli wodnej i odstawiamy do przestudzenia. Ubijamy jajka z cukrem białym i trzcinowym, aż masa zgęstnieje i zwiększy objętość. Dodajemy do niej przestudzoną czekoladę, a następnie mąkę wymieszaną z kawą, kakao i proszkiem do pieczenia. Ciasto powinno być dość gęste. Wylewamy je do kwadratowej lub prostokątnej blaszki wysmarowanej masłem. W ciasto wciskamy maliny i wkładamy blaszkę do piekarnika. Pieczemy 35-45 minut. Trzeba pilnować i sprawdzać patyczkiem. Ma wyjść oblepiony lekko okruszkami ciasta, ale nie mokry. Konsystencja może się wydawać nieco zbyt miękka, ale po ostudzeniu ciasto stężeje.
Źródło: Śladami słodkiej babeczki
26.08.2012
Wegańskie ciasto bananowo-czekoladowe
Nie, nie zostałam weganką. Weganinem został za to mój ukochany brat, który tym samym odciął sobie możliwość próbowania wszystkich słodkości, które piekę. A dzisiaj jest dzień szczególny - trzynaste urodziny mojej młodszej córki. Spotykamy się wszyscy na imprezie rodzinnej i co? Lulu miałby nic nie zjeść? Nie ma mowy :) Poczytałam sobie różne przepisy wegańskie, po czym zamknęłam je i wymyśliłam własny. Niepowtarzalny, bo pomyliłam mąki. Powinny bardziej różnić się opakowaniami :) Zamiast owsianej, hojnie sypnęłam kukurydzianą. Gdy zobaczyłam żółtą mąkę, błysnęła mi myśl, że płatki owsiane żółte nie są, więc skąd ten kolor, ale uznałam, że widocznie tak ma być. Cóż, tak ma nie być :) W każdym razie ciasto wyszło pyszne i mimo, że produkty, w których czegoś brakuje i coś trzeba zastępować czymś innym, nie wzbudzają drżenia mojego serca, to ciasto jest naprawdę zacne. I spokojnie mogę piec różne wariacje na jego temat, bo samo się o to prosi :) Lulu, czekam na zamówienia :D
Przygotowujemy:
3/4 szklanki mąki kukurydzianej lub owsianej
2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 szklanki cukru
100 g gorzkiej czekolady min. 70% (bez mleka w składzie!) startej na drobnej tarce
2 łyżki ciemnego kakao bez cukru
3/4 szklanki oleju roślinnego
3 bardzo dojrzałe banany
1/2 szklanki wody lub mleka sojowego
1-2 nektarynki (opcjonalnie) - można zamienić na jabłko, truskawki, śliwki, gruszki... w zasadzie dowolne owoce :)
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Banany mocno rozgniatamy widelcem, wlewamy do nich olej i delikatnie łączymy oba składniki trzepaczką. W oddzielnej misce łączymy suche składniki. Mieszamy zawartość obu misek i na końcu wlewamy wodę lub mleko sojowe. Łączymy składniki na gładką masę i przelewamy do foremki - u mnie prostokątna [wymiary]. Na wierzchu układamy pokrojone w półplasterki nektarynki lub inne owoce. Sypiemy płatkami migdałów.
Wstawiamy ciasto do piekarnika i pieczemy do suchego patyczka - mi to zajęło 50 minut.
Przygotowujemy:
3/4 szklanki mąki kukurydzianej lub owsianej
2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 szklanki cukru
100 g gorzkiej czekolady min. 70% (bez mleka w składzie!) startej na drobnej tarce
2 łyżki ciemnego kakao bez cukru
3/4 szklanki oleju roślinnego
3 bardzo dojrzałe banany
1/2 szklanki wody lub mleka sojowego
1-2 nektarynki (opcjonalnie) - można zamienić na jabłko, truskawki, śliwki, gruszki... w zasadzie dowolne owoce :)
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Banany mocno rozgniatamy widelcem, wlewamy do nich olej i delikatnie łączymy oba składniki trzepaczką. W oddzielnej misce łączymy suche składniki. Mieszamy zawartość obu misek i na końcu wlewamy wodę lub mleko sojowe. Łączymy składniki na gładką masę i przelewamy do foremki - u mnie prostokątna [wymiary]. Na wierzchu układamy pokrojone w półplasterki nektarynki lub inne owoce. Sypiemy płatkami migdałów.
Wstawiamy ciasto do piekarnika i pieczemy do suchego patyczka - mi to zajęło 50 minut.
17.06.2012
Tort z Nutellą, czyli Torta alla gianduia Nigelli
Czerwiec to miesiąc świąt: Dzień Dziecka, a raczej Dwóch Uroczych Dziewczynek, imieniny Dominiki, urodziny Dominiki, imieniny Tysi... dwa ostatnie jednego dnia. I to jest właśnie ten dzień. Dzień pieczenia tortu. Ale nie będzie to klasyczny tort, przekładany masą. Będzie to tort pod znakiem Nutelli, którą dzieci kochają nade wszystko. Torta alla gianduia - kolejny wypiek ze wspaniałej książki Nigelli Jak być domową boginią. No, proste to nie jest, ale się da :) upieczony tak jak trzeba, według przepisu, polewa też, ale całych orzechów laskowych nie da rady. Mój kaganiec na zębach ich nie lubi, co robić. Będą orzechy tarte. Na smak to nie wpłynie, na wygląd trochę, ale jakoś tak nasz tort podoba nam się bardziej :)
Przygotowujemy:
ciasto
6 jajek (żółtka oddzielone od białek)
szczypta soli
125 g miękkiego masła
400 g Nutelli
1 łyżka likieru Frangelico, rumu lub wody (dałam wodę)
100 g mielonych orzechów laskowych
100 g gorzkiej czekolady rozpuszczonej w kąpieli wodnej
polewa
125 ml śmietany kremówki
1 łyżka likieru Frangelico, rumu lub wody
125 g gorzkiej czekolady
100 g orzechów laskowych (u mnie tarte)
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. W misce ubijamy białka ze szczyptą soli - piana nie musi być super sztywna. Oddzielnie ucieramy masło z Nutellą, dodajemy alkohol lub wodę, żółtka, mielone orzechy i roztopioną czekoladę. Następnie dodajemy pianę z białek - najpierw łyżkę, potem resztę w trzech porcjach. Przelewamy ciasto do formy (u mnie tortownica o średnicy 24 cm) i pieczemy około 40 minut, aż ciasto zacznie odstawać od ścianek. Odkładamy do wystygnięcia.
Przygotowujemy polewę: w rondelku na malutkim ogniu podgrzewamy śmietankę, alkohol lub wodę i połamaną na kawałki czekoladę do momentu rozpuszczenia czekolady. Zdejmujemy z ognia i mieszamy trzepaczką, aż polewa będzie gładziutka.
Wylewamy polewę na przestudzone ciasto (ja to robiłam w tortownicy) i posypujemy zmielonymi orzechami laskowymi. I jemy ku pokrzepieniu serc na myśl o upływającym czasie i o tym, że nasze dziecko kończy 15 lat... :)
Przygotowujemy:
ciasto
6 jajek (żółtka oddzielone od białek)
szczypta soli
125 g miękkiego masła
400 g Nutelli
1 łyżka likieru Frangelico, rumu lub wody (dałam wodę)
100 g mielonych orzechów laskowych
100 g gorzkiej czekolady rozpuszczonej w kąpieli wodnej
polewa
125 ml śmietany kremówki
1 łyżka likieru Frangelico, rumu lub wody
125 g gorzkiej czekolady
100 g orzechów laskowych (u mnie tarte)
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. W misce ubijamy białka ze szczyptą soli - piana nie musi być super sztywna. Oddzielnie ucieramy masło z Nutellą, dodajemy alkohol lub wodę, żółtka, mielone orzechy i roztopioną czekoladę. Następnie dodajemy pianę z białek - najpierw łyżkę, potem resztę w trzech porcjach. Przelewamy ciasto do formy (u mnie tortownica o średnicy 24 cm) i pieczemy około 40 minut, aż ciasto zacznie odstawać od ścianek. Odkładamy do wystygnięcia.
Przygotowujemy polewę: w rondelku na malutkim ogniu podgrzewamy śmietankę, alkohol lub wodę i połamaną na kawałki czekoladę do momentu rozpuszczenia czekolady. Zdejmujemy z ognia i mieszamy trzepaczką, aż polewa będzie gładziutka.
Wylewamy polewę na przestudzone ciasto (ja to robiłam w tortownicy) i posypujemy zmielonymi orzechami laskowymi. I jemy ku pokrzepieniu serc na myśl o upływającym czasie i o tym, że nasze dziecko kończy 15 lat... :)
28.04.2012
Ciasto czekoladowe z cukinią wiosenne
Moja ukochana Anulka leciała ostatnio do Stanów z misją specjalną: przywieźć mi pismo z przepisami na wypieki. Pewnie, że można znaleźć na blogach, ale ja chciałam móc przeglądać, kartkować, dopisywać notatki. Ania sprawiła się najlepiej jak to możliwe: dostałam przepiękne wydanie specjalne Taste of Home: Baking Favorites (April 2012). Mnóstwo, mnóstwo inspiracji, aż nie wiadomo, od czego zacząć. Postanowiłam więc upiec ciasto, które brzmi nieprawdopodobnie, czyli czekoladowe z dodatkiem cukinii. Z dedykacją dla Ani: żeby nigdy, ale to nigdy nie zmieniała swojej fantastycznej energii życiowej, którą karmi tyle osób dookoła. Ale gdyby... gdyby kiedykolwiek potrzebowała pocieszenia albo miała ochotę na słodkości - zawsze, zawsze jestem dla Niej :)
Teraz o cieście. Dokonałam w przepisie modyfikacji, zawsze to robię :) Ciasto jest nieprawdopodobne. Czekoladowe, aromatyczne, mięciutkie. Cukinii wbrew przewidywaniom w ogóle nie czuć ani nie widać (obrałam ze skórki), ale nadaje ciastu taką wspaniałą wilgotność.
Przygotowujemy:
1/2 kostki miękkiego masła
3/4 szklanki cukru (dałam brązowy)
1/2 szklanki oleju rzepakowego
2 jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub cukier waniliowy)
1/2 szklanki mleka 2%
1/2 szklanki maślanki (dałam całą szklankę jogurtu naturalnego)
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
3 łyżki ciemnego kakao
1 łyżka kawy rozpuszczalnej (moja innowacja)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 szklanki startej młodej cukinii
1/2 szklanki kropelek czekoladowych lub 100 g posiekanej czekolady
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 170 stopni. Miksujemy masło na puch, dodajemy olej i cukier i dalej ucieramy. Wbijamy po jednym jajku, za każdym razem dokładnie miksując masę, dodajemy wanilię. Oddzielnie mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą, kakao i solą. Suche składniki dodajemy do masy po trochu i miksujemy. Na końcu mieszamy łyżką z cukinią.
Przekładamy ciasto (jest dość gęste) do natłuszczonej i leciutko wysypanej mąką formy (u mnie prostokątna 16x21 cm). Posypujemy posiekaną czekoladą lub kropelkami. Pieczemy około 45 minut (do suchego patyczka).
Teraz o cieście. Dokonałam w przepisie modyfikacji, zawsze to robię :) Ciasto jest nieprawdopodobne. Czekoladowe, aromatyczne, mięciutkie. Cukinii wbrew przewidywaniom w ogóle nie czuć ani nie widać (obrałam ze skórki), ale nadaje ciastu taką wspaniałą wilgotność.
Przygotowujemy:
1/2 kostki miękkiego masła
3/4 szklanki cukru (dałam brązowy)
1/2 szklanki oleju rzepakowego
2 jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub cukier waniliowy)
1/2 szklanki mleka 2%
1/2 szklanki maślanki (dałam całą szklankę jogurtu naturalnego)
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej
3 łyżki ciemnego kakao
1 łyżka kawy rozpuszczalnej (moja innowacja)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 szklanki startej młodej cukinii
1/2 szklanki kropelek czekoladowych lub 100 g posiekanej czekolady
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 170 stopni. Miksujemy masło na puch, dodajemy olej i cukier i dalej ucieramy. Wbijamy po jednym jajku, za każdym razem dokładnie miksując masę, dodajemy wanilię. Oddzielnie mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą, kakao i solą. Suche składniki dodajemy do masy po trochu i miksujemy. Na końcu mieszamy łyżką z cukinią.
Przekładamy ciasto (jest dość gęste) do natłuszczonej i leciutko wysypanej mąką formy (u mnie prostokątna 16x21 cm). Posypujemy posiekaną czekoladą lub kropelkami. Pieczemy około 45 minut (do suchego patyczka).
20.04.2012
Brownie Espresso potrójnie czekoladowe
Rzadko bywam w Starbucksie, ale jeśli już - to z dużym smakiem. Mam tam ulubione danie, gwóźdź dnia. Espresso Brownie. Na ciepło. Nie jestem w stanie opisać tego boskiego smaku. Ze zwartym ciastem nie ma to nic wspólnego, raczej nazwałabym to farfoclami czekoladowo-kawowymi, zmieszanymi w jedną masę i upieczonymi. Gdy spróbowałam tego po raz pierwszy, przepadłam. A gdy już wróciłam do świata rzeczywistego, rzuciłam się do przeczesywania internetu w poszukiwaniu przepisu na to cudo. Okazuje się, że nikt dotąd nie złamał tajnej receptury. Albo Starbucks skutecznie gania tych, którzy próbowali. Ja nie próbuję. Po prostu będę testować wszystkie brownie kawowe, jakie znajdę, aż trafię na takie, które podpasuje mi najbardziej :) Poniżej próba pierwsza - brownie espresso od Tracy, po lekkich modyfikacjach. Konsystencja zupełnie inna, ale smak - obłędny.
Przygotowujemy:
100 g mlecznej czekolady
100 g gorzkiej czekolady
100 g masła
3 łyżki kakao
1 i 1/2 łyżki kawy rozpuszczalnej espresso
3 jajka
1 szklanka cukru (dałam brązowy)
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1/4 łyżeczki soli
1 szklanka mąki pszennej
20 g ziaren kawy w czekoladzie lub zwykłych ziaren kawy (opcjonalnie)
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 175 stopni. Obie czekolady rozpuszczamy razem z masłem w kąpieli wodnej. Dodajemy kawę rozpuszczalną i kakao, dokładnie mieszamy i odstawiamy do przestudzenia. W tym czasie ubijamy dokładnie jajka z cukrem, solą i wanilią. Dodajemy przestudzoną masę czekoladową i miksujemy. Na końcu dosypujemy mąkę i mieszamy łyżką tylko do połączenia.
Wylewamy ciasto do natłuszczonej blaszki (u mnie prostokątna 28x18 cm) i posypujemy z wierzchu potłuczonymi ziarenkami kawy. Wstawiamy do piekarnika i tu zaczyna się zabawa. Niby autorka podaje, że piecze się około 30-40 minut, ale zależy to od piekarnika. Ja piekłam 30, a następnym razem wyjmę po 26-27 minutach. Brownie musi być ścięte z wierzchu, ale lekko niedopieczone w środku. Taka jego uroda. I dobrze upieczone brownie nie jest już prawdziwym brownie. Ot, i cała filozofia. Próby i błędy. A ile przy tym rozkosznego próbowania wszystkich nieudawańców :)
Przygotowujemy:
100 g mlecznej czekolady
100 g gorzkiej czekolady
100 g masła
3 łyżki kakao
1 i 1/2 łyżki kawy rozpuszczalnej espresso
3 jajka
1 szklanka cukru (dałam brązowy)
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1/4 łyżeczki soli
1 szklanka mąki pszennej
20 g ziaren kawy w czekoladzie lub zwykłych ziaren kawy (opcjonalnie)
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 175 stopni. Obie czekolady rozpuszczamy razem z masłem w kąpieli wodnej. Dodajemy kawę rozpuszczalną i kakao, dokładnie mieszamy i odstawiamy do przestudzenia. W tym czasie ubijamy dokładnie jajka z cukrem, solą i wanilią. Dodajemy przestudzoną masę czekoladową i miksujemy. Na końcu dosypujemy mąkę i mieszamy łyżką tylko do połączenia.
Wylewamy ciasto do natłuszczonej blaszki (u mnie prostokątna 28x18 cm) i posypujemy z wierzchu potłuczonymi ziarenkami kawy. Wstawiamy do piekarnika i tu zaczyna się zabawa. Niby autorka podaje, że piecze się około 30-40 minut, ale zależy to od piekarnika. Ja piekłam 30, a następnym razem wyjmę po 26-27 minutach. Brownie musi być ścięte z wierzchu, ale lekko niedopieczone w środku. Taka jego uroda. I dobrze upieczone brownie nie jest już prawdziwym brownie. Ot, i cała filozofia. Próby i błędy. A ile przy tym rozkosznego próbowania wszystkich nieudawańców :)
24.03.2012
Ciasto trufla czekoladowa
Sama być może nigdy nie wynalazłabym tego ciasta, ale Lulu sobie zażyczył na sobotnie popołudnie, no i nie było rady. Przepis pochodzi stąd, a angielska nazwa ciasta mówi wszystko (rich truffle mud cake). Jest zbite, ciężkie, bosko czekoladowe - jak wielka trufla. Odkrawa się małym widelczykiem po kawałeczku i niespiesznie smakuje czekoladowy aksamit, rozpływający się po podniebieniu. Nie spotkałam jeszcze ciasta tego rodzaju. Jest to deser na wyjątkowe okazje, na pewno nie stanie się rytuałem sobotniego przedpołudnia, a raczej czymś wyczekiwanym, od święta. W zasadzie ja już czekam na następne :)
Przygotowujemy (uwaga: pieczemy poprzedniego dnia):
6 jajek
pół szklanki brązowego cukru
300 g gorzkiej czekolady
100 g mlecznej czekolady
250 ml śmietanki kremówki
1/3 szklanki likieru Cointreau (można dać inny cytrusowy, mi nie udało się dostać i dodałam likieru kawowego)
Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i odstawiamy do przestudzenia. Jajka ubijamy mikserem długo i dokładnie z cukrem - na puch. Powoli wlewamy ciepła czekoladę i dalej miksujemy. Do kremówki wlewamy likier i mieszamy, po czym dolewamy do masy czekoladowej. Dokładnie mieszamy.
Teraz będzie troszkę trudniej, bo ciasto będziemy piec w kąpieli wodnej. W oryginalnym przepisie ciasto było pieczone w tortownicy o średnicy 22 cm. Ja wciąż wolę formy prostokątne, więc użyłam blaszki do ciast brownie (30x19 cm). Należy wyłożyć ją dokładnie folia aluminiową i dodatkowo owinąć formę folią od zewnątrz. Wlewamy ciasto do blaszki. Następnie wstawiamy ją do większej blachy, którą napełniamy wrzątkiem tak, żeby sięgał do połowy wysokości naszej blaszki z ciastem.
Pieczemy 30 minut, studzimy i wstawiamy do lodówki na całą noc. To ważne, bo dopiero po porządnym schłodzeniu ciasto uzyskuje odpowiednią, truflową, aksamitną konsystencję. A następnego dnia delektujemy się czekoladowym bogactwem :)
Przygotowujemy (uwaga: pieczemy poprzedniego dnia):
6 jajek
pół szklanki brązowego cukru
300 g gorzkiej czekolady
100 g mlecznej czekolady
250 ml śmietanki kremówki
1/3 szklanki likieru Cointreau (można dać inny cytrusowy, mi nie udało się dostać i dodałam likieru kawowego)
Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i odstawiamy do przestudzenia. Jajka ubijamy mikserem długo i dokładnie z cukrem - na puch. Powoli wlewamy ciepła czekoladę i dalej miksujemy. Do kremówki wlewamy likier i mieszamy, po czym dolewamy do masy czekoladowej. Dokładnie mieszamy.
Teraz będzie troszkę trudniej, bo ciasto będziemy piec w kąpieli wodnej. W oryginalnym przepisie ciasto było pieczone w tortownicy o średnicy 22 cm. Ja wciąż wolę formy prostokątne, więc użyłam blaszki do ciast brownie (30x19 cm). Należy wyłożyć ją dokładnie folia aluminiową i dodatkowo owinąć formę folią od zewnątrz. Wlewamy ciasto do blaszki. Następnie wstawiamy ją do większej blachy, którą napełniamy wrzątkiem tak, żeby sięgał do połowy wysokości naszej blaszki z ciastem.
Pieczemy 30 minut, studzimy i wstawiamy do lodówki na całą noc. To ważne, bo dopiero po porządnym schłodzeniu ciasto uzyskuje odpowiednią, truflową, aksamitną konsystencję. A następnego dnia delektujemy się czekoladowym bogactwem :)
11.03.2012
Ciasto czekoladowo-kokosowe pyszne
Tym razem padło na kokosa - mam fazę. Kręci mnie zwłaszcza połączenie delikatnego kokosa i czekolady. To ciasto, inspirowane zupełnie innym z książki Dr Oetker. Ciasta czekoladowe, jest świetną propozycją do niedzielnej kawy: mięsiste, dość wilgotne, aromatyczne. Czekolady w nim w sam raz, kokos delikatnie wyczuwalny. Oddzielnie wyjadane warstwy pyszne, razem - bajeczne. Następnego dnia równie smakowite co pierwszego, co jest niewątpliwą zaletą tego ciasta. Wykonanie proste. Nie wiem, jak mogę bardziej zachęcić do wypróbowania :)
Przygotowujemy:
100 g (tabliczkę) czekolady z nadzieniem kokosowym
50 g gorzkiej czekolady
1 łyżka oleju
175 g masła
175 g cukru
4 jajka
250 g mąki pszennej
25 g mąki ziemniaczanej
2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
160 ml mleczka kokosowego
100 g wiórków kokosowych
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Gorzką czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z łyżką oleju. Czekoladę nadziewaną kroimy w drobną kosteczkę. Masło ucieramy z cukrem na gładką masę, dodajemy stopniowo po jajku, za każdym razem intensywnie ucieramy lub miksujemy przed dodaniem kolejnego. Stopniowo dodajemy obie mąki wymieszane razem z proszkiem do pieczenia i mleko kokosowe.
Dzielimy ciasto na pół. Do jednej części dodajemy wiórki kokosowe, do drugiej - rozpuszczoną czekoladę gorzką i pokrojona w kostki nadziewaną. Mi nie udał się równy podział i kokosowej części jest znacznie mniej :)
I teraz, według uznania, można wlać jedną warstwę na drugą, można uzyskać efekt zebry, wlewając po łyżce ciasta jasnego i ciemnego, można wlać warstwami, a potem przemieszać - można wszystko :) Ja wlałam ciasto jasne, na to ciemne i delikatnie przemieszałam łyżką od dna, następnym razem zrobię to z większym zamachem, żeby efekt był lepiej widoczny. Pieczemy około 60 minut, ale trzeba kontrolować i sprawdzać patyczkiem. Ciasto pięknie wyrosło i minimalnie opadło, jest bardzo wdzięczne do pieczenia i jeszcze bardziej do jedzenia :)
Przygotowujemy:
100 g (tabliczkę) czekolady z nadzieniem kokosowym
50 g gorzkiej czekolady
1 łyżka oleju
175 g masła
175 g cukru
4 jajka
250 g mąki pszennej
25 g mąki ziemniaczanej
2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
160 ml mleczka kokosowego
100 g wiórków kokosowych
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Gorzką czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z łyżką oleju. Czekoladę nadziewaną kroimy w drobną kosteczkę. Masło ucieramy z cukrem na gładką masę, dodajemy stopniowo po jajku, za każdym razem intensywnie ucieramy lub miksujemy przed dodaniem kolejnego. Stopniowo dodajemy obie mąki wymieszane razem z proszkiem do pieczenia i mleko kokosowe.
Dzielimy ciasto na pół. Do jednej części dodajemy wiórki kokosowe, do drugiej - rozpuszczoną czekoladę gorzką i pokrojona w kostki nadziewaną. Mi nie udał się równy podział i kokosowej części jest znacznie mniej :)
I teraz, według uznania, można wlać jedną warstwę na drugą, można uzyskać efekt zebry, wlewając po łyżce ciasta jasnego i ciemnego, można wlać warstwami, a potem przemieszać - można wszystko :) Ja wlałam ciasto jasne, na to ciemne i delikatnie przemieszałam łyżką od dna, następnym razem zrobię to z większym zamachem, żeby efekt był lepiej widoczny. Pieczemy około 60 minut, ale trzeba kontrolować i sprawdzać patyczkiem. Ciasto pięknie wyrosło i minimalnie opadło, jest bardzo wdzięczne do pieczenia i jeszcze bardziej do jedzenia :)
4.03.2012
Brownie klasyczne
Czekoladę kocham pod każdą postacią, ale brownie jest jej niemal idealnym przejawem. Długo szukałam przepisu idealnego. Oczywiście każde upieczone brownie było przepyszne, ale ja wciąż kręciłam nosem. Miało być mocno czekoladowe, ale nie za bardzo. Zwarte, ale wilgotne. Chrupiące z wierzchu, aksamitne w środku. Takie, które można bez problemu pokroić na kawałki i nie będzie się mazać po talerzu. Z satysfakcją donoszę, że udało mi się znaleźć ideał! Ku mojemu zdumieniu przepis pochodzi z instrukcji obsługi do specjalnej blaszki służącej do pieczenia nie tylko brownie, ale wszystkich ciast płaskich, krojonych na kwadraty. Inauguracja tej właśnie blaszki i podejrzanego przepisu, wydrukowanego na pokserowanych kartkach, dołączonych do blaszki, okazała się zaskakującym sukcesem. Panie i panowie, oto brownie idealne :)
Przygotowujemy:
125 g masła
250 g cukru (można jeszcze trochę zmniejszyć tę ilość)
3 jajka
łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 tabliczki gorzkiej czekolady (ja dałam 1 gorzką i 1 mleczną)
100 g mąki
szczypta soli
100 g posiekanych orzechów włoskich (opcjonalnie, ja nie dodałam)
Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180-190 stopni. Czekoladę połamaną na kostki oraz masło roztopić w kąpieli wodnej i odstawić do wystygnięcia. Jajka zmiksować z cukrem na gładką piankę, dodać ekstrakt waniliowy i ostudzoną masę czekoladową, zmiksować do zmieszania. Dodać sól i mąkę, delikatnie zmiksować na gładką masę.
Gotowe ciasto przelać do prostokątnej / kwadratowej foremki, natłuszczonej i delikatnie wysypanej na dnie mąką - naprawdę wystarczy jej niewiele, by ciasto nie przywarło.
To była bułka z masłem. Bo teraz trzeba metodą prób i błędów obczaić, ile czasu potrzeba naszemu piekarnikowi, by wyprodukował brownie idealne. Ja piekłam w temperaturze 185 stopni przez 18 minut, ale każdy piekarnik jest inny. Obserwujemy uważnie i po kilku razach wiemy już doskonale, co robić, byśmy i my wyjęli z piekarnika ideał :)
26.02.2012
Serniko-brownie z wiśniami
Nareszcie! Na to ciasto miałam ochotę, od kiedy o nim przeczytałam na blogu Liski. Tylko miałam taki mały, malusieńki problem... te wiśnie :) Zima wszakże... i nagle pojawiły się mrożone w moim najbliższym osiedlowym hipermarkecie :) Długo nie czekałam. Mariaż sernika z czekoladą to już jest rozkosz podniebienia, z kolei z czekoladą najlepiej komponują mi się własnie wiśnie. A wszystko razem... mega uczta dla podniebienia i zmysłów. Wszystko jest aksamitne, rozpływające, smaki przenikają się, słodki z kwaśnym, ciężki aksamit z lekką pianką. Chociaż raz w życiu trzeba tego spróbować. Do dzieła!
Przygotowujemy:
200 g gorzkiej czekolady (ja używam Alpen Gold)
200 g masła (przez pomyłkę dałam 125 g i też było pyszne - wersja ECO :))
400 g cukru pudru (dałam 350 - do podziału między masę czekoladową i serową)
5 jajek (też do podziału)
100 g mąki
500 g sera białego zmielonego (użyłam z wiaderka OSM Radomsko - jest niezły)
1 łyżeczka esktraktu z wanilii
200 g drylowanych wiśni, malin lub jagód (użyłam mrożonych wiśni)
Rozpuszczamy czekoladę i masło razem w kąpieli wodnej i lekko studzimy. Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. 3 jajka ucieramy z 250 gramami cukru na puch. Dolewamy rozpuszczoną masę czekoladową (przestudzoną do temperatury pokojowej) i dalej ucieramy. Na końcu dodajemy mąkę. 3/4 masy czekoladowej wlewamy do formy kwadratowej lub prostokątnej.
W drugiej misce ucieramy do gładkości ser, resztę cukru, 2 jajka i ekstrakt waniliowy. Masę serową wylewamy na czekoladową w blaszce. Na to wykładamy resztę masy czekoladowej (w ciapki) i układamy owoce, ja leciutko dociskałam. Piec 45-60 minut. Ja piekłam równo 45 minut, ale to dlatego, że u mnie wszyscy kochają wilgotne czekoladowe ciasto i nie wybaczyliby mi, gdyby się całkiem ścięło :)
Przygotowujemy:
200 g gorzkiej czekolady (ja używam Alpen Gold)
200 g masła (przez pomyłkę dałam 125 g i też było pyszne - wersja ECO :))
400 g cukru pudru (dałam 350 - do podziału między masę czekoladową i serową)
5 jajek (też do podziału)
100 g mąki
500 g sera białego zmielonego (użyłam z wiaderka OSM Radomsko - jest niezły)
1 łyżeczka esktraktu z wanilii
200 g drylowanych wiśni, malin lub jagód (użyłam mrożonych wiśni)
Rozpuszczamy czekoladę i masło razem w kąpieli wodnej i lekko studzimy. Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. 3 jajka ucieramy z 250 gramami cukru na puch. Dolewamy rozpuszczoną masę czekoladową (przestudzoną do temperatury pokojowej) i dalej ucieramy. Na końcu dodajemy mąkę. 3/4 masy czekoladowej wlewamy do formy kwadratowej lub prostokątnej.
W drugiej misce ucieramy do gładkości ser, resztę cukru, 2 jajka i ekstrakt waniliowy. Masę serową wylewamy na czekoladową w blaszce. Na to wykładamy resztę masy czekoladowej (w ciapki) i układamy owoce, ja leciutko dociskałam. Piec 45-60 minut. Ja piekłam równo 45 minut, ale to dlatego, że u mnie wszyscy kochają wilgotne czekoladowe ciasto i nie wybaczyliby mi, gdyby się całkiem ścięło :)
18.02.2012
Brownie migdałowe bez mąki
Sobota, jaki cudny poranek... Śnieg sypie, a my po południu gościmy na podwieczorku Kunę i Mateusza, który nie toleruje glutenu. Jeszcze nie dorosłam do pieczenia na mące bezglutenowej, idę na łatwiznę. Zarządzam specjalne brownie migdałowe, bez grama mąki. Będzie się działo. Czapki na głowy, rękawy do góry, fartuchy wiążemy na szyi i... pieczemy czekoladową rozpustę. Na podstawie przepisu Agnieszki Kręglickiej, oryginał niestety zniknął już z sieci.
Przygotowujemy:
2 tabliczki czekolady (u mnie gorzka i mleczna, pół na pół)
6 całych jajek
100 g mielonych migdałów
250 g drobnego cukru
200 g masła
Masło i czekoladę połamaną na kostki rozpuszczamy w kąpieli wodnej i lekko studzimy. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Ucieramy całe jajka z cukrem. Dodajemy mielone migdały i wystudzoną czekoladę. Mieszamy i wylewamy masę do prostokątnej lub kwadratowej blaszki. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy... no właśnie. Wszystko zależy od preferencji. My wolimy brownie wilgotne, z płynną czekoladą w środku. Ciasto bez mąki jest jeszcze bardziej mokre i wolniej się piecze. Ja piekłam 25 minut, myślę, że po 35 minutach ciasto będzie jeszcze wilgotne, ale nie płynne. Do wypróbowania samodzielnego. A ja idę bronić brownie przed zakusami małych, ale sprytnych łyżeczek w dłoniach niewinnie wyglądających, blondwłosych aniołków o apetycie zgoła przerażającym. Oby do podwieczorku!
Przygotowujemy:
2 tabliczki czekolady (u mnie gorzka i mleczna, pół na pół)
6 całych jajek
100 g mielonych migdałów
250 g drobnego cukru
200 g masła
Masło i czekoladę połamaną na kostki rozpuszczamy w kąpieli wodnej i lekko studzimy. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Ucieramy całe jajka z cukrem. Dodajemy mielone migdały i wystudzoną czekoladę. Mieszamy i wylewamy masę do prostokątnej lub kwadratowej blaszki. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy... no właśnie. Wszystko zależy od preferencji. My wolimy brownie wilgotne, z płynną czekoladą w środku. Ciasto bez mąki jest jeszcze bardziej mokre i wolniej się piecze. Ja piekłam 25 minut, myślę, że po 35 minutach ciasto będzie jeszcze wilgotne, ale nie płynne. Do wypróbowania samodzielnego. A ja idę bronić brownie przed zakusami małych, ale sprytnych łyżeczek w dłoniach niewinnie wyglądających, blondwłosych aniołków o apetycie zgoła przerażającym. Oby do podwieczorku!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
