Gdy pierwszy raz przeczytałam przepis na "mystery cake" (tajemnicze ciasto), oniemiałam. Czegoś takiego jeszcze nie było! Korzenne ciasto pieczone bez jajek, z niewielką ilością masła i z... zupą pomidorową Cambella! Historia jest taka, że ciasto powstało jako odpowiedź na trudne czasy w 1932 - Wielki Kryzys, ponoć zupy w puszkach akurat nie brakowało, masło było drogie, jajka na wagę złota. Przepis pochodzi z książki Jima Fobela "Old-fashioned baking book" - z przepisami na tradycyjne ciasta amerykańskie, mnóstwo inspiracji na ciasta z owocami, placki różnego rodzaju. Dodatek pomidorów do ciasta technicznie nie powinien dziwić, to w końcu owoce :) musiałam zmienić nieco przepis z braku dostępu do zupy Campbella, ale warto było! Ciasto jest mega wilgotne, trochę o konsystencji brownie, w smaku korzenno-rodzynkowo-czekoladowe. Polewa czekoladowa (mój dodatek, w 1932 r. na takie zbytki sobie nie pozwalali) pasuje do niego idealnie :)
Przygotowujemy:
1 i 1/2 szklanki mąki
1 łyżeczkę sody oczyszczonej
1 kopiastą łyżeczkę cynamonu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
2 łyżeczki przyprawy do piernika
3/4 szklanki brązowego cukru muscovado (lub trzcinowego)
2 łyżki miękkiego masła
330 g przecieru (nie koncentratu!) pomidorowego - może być passata, można własnoręcznie zmiksować pomidory obrane ze skórki i pozbawione pestek
1 szklanka rodzynek
1/2 szklanki orzechów włoskich lub kropelek czekoladowych (u mnie kropelki)
Polewa:
120 g masła
4 łyżki mleka
90 g cukru
3 łyżki ciemnego kakao
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 170 stopni. Mąkę mieszamy w misce z sodą i przyprawami. Oddzielnie miksujemy masło z cukrem i dodajemy do niego na przemian przecier pomidorowy i suche składniki. Na końcu mieszamy z dodatkami. Wylewamy do natłuszczonej kwadratowej formy (23x23 cm) i wkładamy do rozgrzanego pieca. Pieczemy 35-40 minut - do suchego patyczka.
Robimy polewę: rozpuszczamy w małym garnuszku masło z cukrem i mlekiem, dodajemy kakao i mieszamy porządnie, żeby nie było grudek. Jeśli jednak się pojawią, wystarczy przetrzeć polewę przez sitko. Odstawiamy ją do ostudzenia. Polewa wykonana z tych proporcji po zastygnięciu jest miękka, lekko ciągnąca, gładka i błyszcząca. Można użyć polewy gotowej, jeśli ktoś woli, lub posypać ciasto cukrem pudrem.
28.04.2015
11.04.2015
Muffinki jabłkowo-orzechowe z kruszonką cynamonową
Dzisiaj śniadanie bogów! Moja młodsza córka postawiła na stole kanapki, sałatkę, zapiekła pomidory z mozzarellą, a na deser - upiekłyśmy muffiny! Zjedzone prawie prosto z piekarnika, gorące jeszcze, z obłędną kruszonką. Do tego kawa latte i mam energię na cały dzień! Polecam gorąco na śniadanie, bo przygotowanie zajmuje jedynie jakieś 10 minut, a pieczenie - 20-25.
Przygotowujemy:
1 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki razowej (u mnie orkiszowa)
2 łyżki cukru brązowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
1 duże jabłko
garść orzechów włoskich
garść migdałów (niekoniecznie, mogą być same orzechy)
3/4 szklanki śmietanki kremówki (można zastąpić maślanką)
1 szklanka soku jabłkowego
2 jajka
4-5 łyżek miodu (ja dałam golden syrup)
Kruszonka
40 g masła
35 g cukru trzcinowego
1 łyżeczka cynamonu
70 g mąki
Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Robimy kruszonkę. Masło rozpuszczamy i mieszamy z pozostałymi składnikami. ma być dość mokre ciasto, do lepienia placami. Odstawiamy na bok.
Mieszamy wszystkie składniki suche w jednej misce, mokre - w drugiej. Jabłko ścieramy na grubej tarce lub kroimy w kostkę, orzechy i migdały siekamy, następnie wszystko wsypujemy do miski z suchymi składnikami. Wlewamy mokre składniki do suchych. Mieszamy delikatnie (nie za długo, tyle, ile trzeba, by jako tako połączyć składniki) i napełniamy foremki do muffinek. U mnie wyszło 12 sztuk dużych; mniejszych, standardowych wyjdzie ok. 16 sztuk. Muffinki posypujemy kruszonką lepioną w palcach - im większe kawałki, tym lepsze :)
Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 25 minut (mniejsze krócej). Muszą być zrumienione i pięknie wyrośnięte.
Przygotowujemy:
1 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki razowej (u mnie orkiszowa)
2 łyżki cukru brązowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
1 duże jabłko
garść orzechów włoskich
garść migdałów (niekoniecznie, mogą być same orzechy)
3/4 szklanki śmietanki kremówki (można zastąpić maślanką)
1 szklanka soku jabłkowego
2 jajka
4-5 łyżek miodu (ja dałam golden syrup)
Kruszonka
40 g masła
35 g cukru trzcinowego
1 łyżeczka cynamonu
70 g mąki
Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Robimy kruszonkę. Masło rozpuszczamy i mieszamy z pozostałymi składnikami. ma być dość mokre ciasto, do lepienia placami. Odstawiamy na bok.
Mieszamy wszystkie składniki suche w jednej misce, mokre - w drugiej. Jabłko ścieramy na grubej tarce lub kroimy w kostkę, orzechy i migdały siekamy, następnie wszystko wsypujemy do miski z suchymi składnikami. Wlewamy mokre składniki do suchych. Mieszamy delikatnie (nie za długo, tyle, ile trzeba, by jako tako połączyć składniki) i napełniamy foremki do muffinek. U mnie wyszło 12 sztuk dużych; mniejszych, standardowych wyjdzie ok. 16 sztuk. Muffinki posypujemy kruszonką lepioną w palcach - im większe kawałki, tym lepsze :)
Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy 25 minut (mniejsze krócej). Muszą być zrumienione i pięknie wyrośnięte.
5.04.2015
Świąteczna pascha. Tradycyjny deser wielkanocny
U mnie w domu nigdy nie było tradycji przygotowywania paschy na wielkanocny stół. Nie wiem więc, czy pyszność, którą wyprodukowałam, jest kanoniczna, ale wszystko wskazuje na to, że pierwsza próba okazała się idealną! Przepis Pawła Małeckiego z Kuchni Lidla - wybrany ze względu na brak surowych jajek w środku, których jedna członkini mojej rodziny nie toleruje psychicznie :) Do proponowanego przeze mnie deseru używamy żółtek ugotowanych na twardo. Pascha jest obłędnie pyszna - bogactwo bakalii, wanilii i najlepszego na świecie sera białego z bazarku na Kole (pozdrawiam Panią Mleczarkę) :) W tym roku przepis już się nie przyda, ale na przyszłą Wielkanoc polecam z pełnym przekonaniem. Wesołych Świąt!
Przygotowujemy:
1 kg tłustego sera białego
200 g najlepszego masła
6 ugotowanych na twardo żółtek jaj od kur z wolnego wybiegu
200 g cukru pudru
15 g cukru z prawdziwą wanilią (lub 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego)
300 g bakalii (u mnie płatki migdałów, żurawina, daktyle, rodzynki, orzechy włoskie i laskowe, domowa skórka pomarańczowa)
Żółtka najłatwiej jest pozyskać po prostu z jajek ugotowanych na twardo lub ugotować je na sitku na parze.
Ser biały mielimy trzykrotnie. Jest to bardzo ważne dla kremowej konsystencji deseru. Miękkie masło miksujemy z żółtkami, cukrem waniliowym i cukrem pudrem na gęstą, żółtą masę. Dodajemy do zmielonego twarogu i miksujemy do gładkości. Dodajemy posiekane bakalie - rodzynki, żurawinę i daktyle moczyłam wcześniej we wrzątku (można w ulubionym alkoholu, np. rumie). Przekładamy paschę do naczynia z dziurkami w dnie (u mnie doniczki :)) lub na sito. Pascha przyjmie kształt naczynia. Jeśli nie dysponujemy specjalną foremką, można odsączyć paschę na sicie wyłożonym gazą, a potem przełożyć do miski lub foremki, obciążyć i wstawić do lodówki na całą noc.
Przygotowujemy:
1 kg tłustego sera białego
200 g najlepszego masła
6 ugotowanych na twardo żółtek jaj od kur z wolnego wybiegu
200 g cukru pudru
15 g cukru z prawdziwą wanilią (lub 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego)
300 g bakalii (u mnie płatki migdałów, żurawina, daktyle, rodzynki, orzechy włoskie i laskowe, domowa skórka pomarańczowa)
Żółtka najłatwiej jest pozyskać po prostu z jajek ugotowanych na twardo lub ugotować je na sitku na parze.
Ser biały mielimy trzykrotnie. Jest to bardzo ważne dla kremowej konsystencji deseru. Miękkie masło miksujemy z żółtkami, cukrem waniliowym i cukrem pudrem na gęstą, żółtą masę. Dodajemy do zmielonego twarogu i miksujemy do gładkości. Dodajemy posiekane bakalie - rodzynki, żurawinę i daktyle moczyłam wcześniej we wrzątku (można w ulubionym alkoholu, np. rumie). Przekładamy paschę do naczynia z dziurkami w dnie (u mnie doniczki :)) lub na sito. Pascha przyjmie kształt naczynia. Jeśli nie dysponujemy specjalną foremką, można odsączyć paschę na sicie wyłożonym gazą, a potem przełożyć do miski lub foremki, obciążyć i wstawić do lodówki na całą noc.
29.03.2015
Mini-bagietki, czyli chrupiące paluchy na śniadanie
Nie ma nic wspanialszego, niż zapach świeżo upieczonego, gorącego jeszcze pieczywa. A gdy towarzyszy nam przy śniadaniu... Wynalazłam w Kukbuku przepis na paluchy, które zrobiłam po swojemu, bo bez żadnych dodatków smakowych i wyszły prawdziwe małe bagietki, chrupiące i zrumienione z wierzchu, mięciutkie i delikatne w środku. Wstyd powiedzieć, ale nie poprzestałam na jednej. Na dwóch też nie :) Wykonanie banalnie proste, należy jednak wstawić rozczyn poprzedniego dnia, na noc. Rano wyrobić ciasto, odstawić na pół godziny do wyrośnięcia i do pieca. I delektujemy się własnymi bagietkami, jeszcze w piżamach, z czym tam kto lubi. My jedliśmy z serkiem kozim i dżemami własnej roboty. Smacznego!
Przygotowujemy:
Rozczyn
10 g świeżych drożdży
1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki wody
Ciasto właściwe
10 g świeżych drożdży
2 i 1/3 szklanki mąki
2/3 szklanki ciepłej wody
25 g oliwy z oliwek
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
Poprzedniego wieczoru wstawiamy rozczyn do sfermentowania: wkruszamy drożdże do letniej wody, dosypujemy mąkę i mieszamy. Zostawiamy miseczkę w temperaturze pokojowej na całą noc.
Następnego dnia wrzucamy do miski sfermentowany rozczyn. Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie, dolewamy je do rozczynu i dorzucamy pozostałe składniki. Wyrabiamy przez około 10 minut hakiem lub ręcznie. Ciasto musi być dość luźne i bardzo gładkie. Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia - zwykle wystarczy pół godziny, muszą widocznie urosnąć.
Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni (z termoobiegiem) i zagotowujemy pełen czajnik wody. Ciasto wykładamy na stolnicę, podsypujemy lekko mąką i formujemy dość gruby prostokąt. Składamy go począwszy od krótkiego boku do środka na trzy, czyli z prawej do połowy długości i z lewej na wierzch. Obracamy prostokąt o 90 stopni i znów rozciągamy palcami w podobny prostokąt - powtarzamy składanie. Po czym znów formujemy prostokąt i tniemy ciasto na równe wałki. Można je obtoczyć w mące lekko.
Wykładamy paluchy na blachę. Pamiętamy o zachowaniu odstępów - paluchy mocno wyrosną.
Wkładamy blachę do rozgrzanego piekarnika, a na dno drugą z wrzątkiem (można po prostu postawić garnek z parującą wodą). Dzięki wodzie paluchy będą bardziej chrupiące. Pieczemy około 25 minut (mniejsze) lub pół godziny (troszkę większe) - muszą być rozkosznie zrumienione i mieć twardą skórkę.
Smacznego!
Przygotowujemy:
Rozczyn
10 g świeżych drożdży
1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki wody
Ciasto właściwe
10 g świeżych drożdży
2 i 1/3 szklanki mąki
2/3 szklanki ciepłej wody
25 g oliwy z oliwek
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
Poprzedniego wieczoru wstawiamy rozczyn do sfermentowania: wkruszamy drożdże do letniej wody, dosypujemy mąkę i mieszamy. Zostawiamy miseczkę w temperaturze pokojowej na całą noc.
Następnego dnia wrzucamy do miski sfermentowany rozczyn. Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie, dolewamy je do rozczynu i dorzucamy pozostałe składniki. Wyrabiamy przez około 10 minut hakiem lub ręcznie. Ciasto musi być dość luźne i bardzo gładkie. Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia - zwykle wystarczy pół godziny, muszą widocznie urosnąć.
Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni (z termoobiegiem) i zagotowujemy pełen czajnik wody. Ciasto wykładamy na stolnicę, podsypujemy lekko mąką i formujemy dość gruby prostokąt. Składamy go począwszy od krótkiego boku do środka na trzy, czyli z prawej do połowy długości i z lewej na wierzch. Obracamy prostokąt o 90 stopni i znów rozciągamy palcami w podobny prostokąt - powtarzamy składanie. Po czym znów formujemy prostokąt i tniemy ciasto na równe wałki. Można je obtoczyć w mące lekko.
Wykładamy paluchy na blachę. Pamiętamy o zachowaniu odstępów - paluchy mocno wyrosną.
Wkładamy blachę do rozgrzanego piekarnika, a na dno drugą z wrzątkiem (można po prostu postawić garnek z parującą wodą). Dzięki wodzie paluchy będą bardziej chrupiące. Pieczemy około 25 minut (mniejsze) lub pół godziny (troszkę większe) - muszą być rozkosznie zrumienione i mieć twardą skórkę.
Smacznego!
6.02.2015
Makowiec staropolski zawijany (strucla makowa)
Kiedyś bałam się piec makowce. Ale upierdliwość mojej córki, która jest absolutną wielbicielką makowców, a najgorętszą, jak się potem okazało - mojego, przymusiła mnie do nadludzkiego wysiłku :) Po paru próbach znalazłam przepis idealny, nabrałam wprawy w zwijaniu, i oto jest! Najlepszy makowiec, kochany przez cała rodzinę, długo świeży i do tego ładny :) Jak następnym razem zrobię więcej zdjęć, to je dodam. Przepis na ciasto Karola Okrasy, z małymi modyfikacjami, na masę - własny.
Przygotowujemy (zaczynamy wieczorem poprzedniego dnia od masy):
Rozpuszczamy masło. Żółtka ubijamy z cukrem, aż masa będzie biała i zgęstnieje. Do wyrośniętego zaczynu w misie dodajemy kogel-mogel i zaczynamy ugniatać hakiem, stopniowo dodając resztę mąki. Następnie dodajemy rozpuszczone masło i wyrabiamy ok. 10 minut. Ciasto zostawiamy do wyrośnięcia w ciepłym miejscu (musi wyraźnie zwiększyć objętość).
Przygotowujemy (zaczynamy wieczorem poprzedniego dnia od masy):
Ciasto
500 g mąki pszennej
200 ml mleka
50 g świeżych drożdży
150 g cukru
5 żółtek
120 g masla
Masa
600 g maku zmielonego na sucho
(można samodzielnie zmielić w blenderze lub kupić gotowy)
120 g masła
600 ml mleka
3 łyżki miodu
3 jajka
6 kopiastych łyżek cukru
Bakalie – skórka pomarańczowa,
rodzynki, migdały, co kto lubi
Lukier
2 szklanki cukru pudru, parę kropli soku z cytryny i woda do
konsystencji bardzo gęstej, ale lejącej
Poprzedniego dnia wieczorem zaczynamy robić masę: Mleko zagotowujemy z miodem, masłem, dodajemy mak, chwilkę pyrkoczemy, dodajemy bakalie, mieszamy i zostawiamy na całą noc pod przykryciem.
Następnego dnia ubijamy na gęsto żółtka z cukrem i dodajemy do masy, a na końcu pianę z białek.
Ciasto:
Mleko zagotowujemy w garnku, w misie miksera odmierzamy ok. 80 g mąki, włączamy obroty i zalewamy mąkę wrzącym mlekiem, wciąż miksując, aż powstanie gładka masa. Zostawiamy, żeby ostygła do temperatury pokojowej. Wkruszamy do niej drożdże, przykrywamy ściereczką i zostawiamy zaczyn do wyrośnięcia.
Rozpuszczamy masło. Żółtka ubijamy z cukrem, aż masa będzie biała i zgęstnieje. Do wyrośniętego zaczynu w misie dodajemy kogel-mogel i zaczynamy ugniatać hakiem, stopniowo dodając resztę mąki. Następnie dodajemy rozpuszczone masło i wyrabiamy ok. 10 minut. Ciasto zostawiamy do wyrośnięcia w ciepłym miejscu (musi wyraźnie zwiększyć objętość).
Ciasto wykładamy na blat, uderzamy ręką, żeby wypuścić pęcherzyki powietrza. Dzielimy na pół (będą dwa spore makowce) lub na trzy (mniejsze) i każdą część wałkujemy na prostokąt mniej więcej grubości 0,5 cm, w miarę równy – jego dłuższy bok będzie długością makowca. Nakładamy nadzienie dość grubo, zostawiając około 2 cm od każdego krótkiego boku oraz 5 cm od dalszego długiego boku (bo przy zwijaniu nadzienie ma tendencję do wypływania – jeśli tak się stanie, nie szkodzi, trzeba je po prostu zebrać).
Zwijamy zaczynając od długiego boku, leciuteńko dociskając po każdym zwinięciu, tak żeby szew znalazł się pod spodem (najwyżej przetaczamy makowiec). Zawijamy boki pod spód.
Zwijamy zaczynając od długiego boku, leciuteńko dociskając po każdym zwinięciu, tak żeby szew znalazł się pod spodem (najwyżej przetaczamy makowiec). Zawijamy boki pod spód.
Ostrożnie przerzucamy makowiec na papier – łatwiej to zrobić od razu po rozwałkowaniu prostokąta, ale trzeba wtedy bardziej uważać, żeby nadzienie nie wypływało przy zwijaniu, bo będzie nieestetycznie). Zawijamy każdy makowiec w arkusz papieru do pieczenia, tak żeby zostawić mu miejsce do rośnięcia mniej więcej na półtora palca.
Przekładamy makowce na blachę, w pewnej odległości od siebie i rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. W tym czasie makowce rosną.
Pieczemy 30-40 minut lub jeszcze dłużej – makowiec musi urosnąć i zrumienić się mocno na brązowo na wierzchu. Lepiej troszkę dłużej potrzymać niż za krótko. Pod papierem może być widać, że pęknie – nie szkodzi. Gdy gotowe, wyciągamy całą blachę z piekarnika. Nie rozcinamy papieru, nie wyciągamy makowca z papieru, zanim ostygnie! Dopiero wtedy rozcinamy papier na górze i lukrujemy makowiec oraz dekorujemy skórką pomarańczową i niebieskim makiem.
Pieczemy 30-40 minut lub jeszcze dłużej – makowiec musi urosnąć i zrumienić się mocno na brązowo na wierzchu. Lepiej troszkę dłużej potrzymać niż za krótko. Pod papierem może być widać, że pęknie – nie szkodzi. Gdy gotowe, wyciągamy całą blachę z piekarnika. Nie rozcinamy papieru, nie wyciągamy makowca z papieru, zanim ostygnie! Dopiero wtedy rozcinamy papier na górze i lukrujemy makowiec oraz dekorujemy skórką pomarańczową i niebieskim makiem.
17.01.2015
Sernik z kulkami orzechowymi
Miało być zupełnie inaczej. Sernik miał być z kulkami makowymi, jako inna wersja mojego ulubionego serniko-makowca. Jednak nie wyszło. Przez splot różnych okoliczności zostałam w domu bez maku i bez możliwości pójścia na zakupy. Okazało się, że mam za to całą torbę łuskanych orzechów włoskich. I tak, zainspirowana potrzebą i pomysłami z internetów, upiekłam fantastycznie ciężki, wilgotny sernik z kulkami z orzechów włoskich i polewą czekoladową, mariaż idealny. Przepis na sernik z absolutnie wspaniałej książki "Kawa. Sekrety baristy", oczywiście po modyfikacjach, na kulki - z sieci.
Przygotowujemy:
Spód
150 g drobno posiekanych orzechów włoskich i/lub migdałów
50 g masła
2 łyżki cukru
Sernik
1 kg tłustego mielonego twarogu w temperaturze pokojowej
200 g cukru
3 łyżki mąki
4 duże jajka od kur z wolnego wybiegu
250 ml kwaśnej śmietany
Kulki orzechowe
300 g zmielonych orzechów włoskich
3 łyżki cukru pudru
ok. 1/2 szklanki kwaśnej śmietany (do właściwej konsystencji)
Polewa czekoladowa
1/3 szklanki śmietanki 30%
100 g czekolady mlecznej lub deserowej
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni.
Najpierw mieszamy składniki na spód i wykładamy na prostokątną blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Dociskamy dłonią lub łyżką.
Ser biały miksujemy z cukrem i mąką. Dodajemy jajka po jednym, po każdym miksując. Dodajemy śmietanę i mieszamy.
Przygotowujemy kulki: mieszamy zmielone orzechy z cukrem pudrem i dolewamy tyle śmietany, żeby dało się ulepić kulki. Lepiej jednak jest utoczyć wałki, wtedy kulki pojawią się w każdym kawałku, niezależnie od miejsca przekrojenia. Wykładamy połowę masy serowej na spód. Wałki układamy wzdłuż blachy, kulki w rzędach. Wylewamy na wierzch resztę masy serowej, tak by przykryła kulki / wałki.
Ciasto pieczemy 10 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy jeszcze 60 minut.
Polewa: zagotowujemy śmietankę w małym garnku. Odstawiamy z ognia i wkruszamy do niej czekoladę. Mieszamy aż czekolada się rozpuści, a masa będzie gładka i lśniąca.
Wyciągamy ciasto. Po lekkim przestygnięciu polewamy ciasto polewą we wzorki lub po całości. I niestety, jak to z sernikami - z bólem serca czekamy aż ostygnie, po czym wkładamy tę wspaniałość do lodówki najlepiej na całą noc, a co najmniej na kilka godzin. Tak, tak. Dopiero porządnie schłodzony sernik jest ciastem doskonałym.
Przygotowujemy:
Spód
150 g drobno posiekanych orzechów włoskich i/lub migdałów
50 g masła
2 łyżki cukru
Sernik
1 kg tłustego mielonego twarogu w temperaturze pokojowej
200 g cukru
3 łyżki mąki
4 duże jajka od kur z wolnego wybiegu
250 ml kwaśnej śmietany
Kulki orzechowe
300 g zmielonych orzechów włoskich
3 łyżki cukru pudru
ok. 1/2 szklanki kwaśnej śmietany (do właściwej konsystencji)
Polewa czekoladowa
1/3 szklanki śmietanki 30%
100 g czekolady mlecznej lub deserowej
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni.
Najpierw mieszamy składniki na spód i wykładamy na prostokątną blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Dociskamy dłonią lub łyżką.
Ser biały miksujemy z cukrem i mąką. Dodajemy jajka po jednym, po każdym miksując. Dodajemy śmietanę i mieszamy.
Przygotowujemy kulki: mieszamy zmielone orzechy z cukrem pudrem i dolewamy tyle śmietany, żeby dało się ulepić kulki. Lepiej jednak jest utoczyć wałki, wtedy kulki pojawią się w każdym kawałku, niezależnie od miejsca przekrojenia. Wykładamy połowę masy serowej na spód. Wałki układamy wzdłuż blachy, kulki w rzędach. Wylewamy na wierzch resztę masy serowej, tak by przykryła kulki / wałki.
Ciasto pieczemy 10 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i pieczemy jeszcze 60 minut.
Polewa: zagotowujemy śmietankę w małym garnku. Odstawiamy z ognia i wkruszamy do niej czekoladę. Mieszamy aż czekolada się rozpuści, a masa będzie gładka i lśniąca.
Wyciągamy ciasto. Po lekkim przestygnięciu polewamy ciasto polewą we wzorki lub po całości. I niestety, jak to z sernikami - z bólem serca czekamy aż ostygnie, po czym wkładamy tę wspaniałość do lodówki najlepiej na całą noc, a co najmniej na kilka godzin. Tak, tak. Dopiero porządnie schłodzony sernik jest ciastem doskonałym.
11.01.2015
Obłędne finansjerki z malinami, czyli co jeszcze można zrobić z białek :)
To jest odkrycie i specjalność mojej młodszej córki. Otóż razu pewnego splotły się w czasie dwie sytuacje: w lodówce zalegały białka, a ja poszłam na zebranie do szkoły młodszego dziecka. Dziecko było wtedy uczniem niezłym, ale wiadomo - zebranie zaraz po pracy, głód w żołądku, marzenie o herbacie i książce - w sercu. I tego właśnie magicznego razu, gdy wróciłam sterana z zebrania, oczom moim ukazał się raj - nakryty stół, gorąca herbata z cytryną i ciepłe jeszcze, nieznane mi babeczki z truskawkami. Dzieło Tysi, która chciała złagodzić skutki gniewu matczynego :) Okazały się przepyszne, chrupiące na zewnątrz, lekko ciągnące w środku, migdałowo-owocowe. No bajka. Babeczki zostały wynalezione przez dziecko w książce o tym, co można zrobić z Nutelli, a ja dostałam na urodziny śliczną książkę "What Katie ate" od mojej żony Marty (Martuniu, dziękuję!) i tam też jest podobny przepis (francuskie babeczki). Więc zmiksowałam oba. Przepis jest prosty i nie może nie wyjść, a nadziewać babeczki można innymi owocami, nutellą i czym tylko dusza zapragnie.
Przygotowujemy:
6 białek
100 g stopionego masła
200 g zmielonych blanszowanych migdałów lub mąki migdałowej
200-220 g cukru pudru
1/2 szklanki mąki pszennej
maliny lub inne owoce
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni i włączamy termoobieg, jeśli mamy. Przygotowujemy formę do muffinek lub specjalną do finansjerek (babeczki w kształcie prostokątów) i natłuszczamy gniazda.
Wlewamy białka do miski i chwilkę ubijamy, ale dosłownie chwilkę. Nie ma to być piana. Dodajemy cukier puder, mąkę, masło i migdały i mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Wlewamy ciasto do foremek/gniazd mniej więcej do 2/3 wysokości. Do każdej babeczki wkładamy maliny i leciutko dociskamy.
Jeśli nadziewamy babeczki nutellą, to do każdej foremki wlewamy najpierw jedną łyżkę ciasta, na to łyżeczkę nutelli i przykrywamy drugą łyżką ciasta.
Pieczemy 20-25 minut - babeczki muszą być zrumienione, a patyczek wetknięty w środek - suchy. I podajemy od razu, na gorąco - są najlepsze :)
Przygotowujemy:
6 białek
100 g stopionego masła
200 g zmielonych blanszowanych migdałów lub mąki migdałowej
200-220 g cukru pudru
1/2 szklanki mąki pszennej
maliny lub inne owoce
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni i włączamy termoobieg, jeśli mamy. Przygotowujemy formę do muffinek lub specjalną do finansjerek (babeczki w kształcie prostokątów) i natłuszczamy gniazda.
Wlewamy białka do miski i chwilkę ubijamy, ale dosłownie chwilkę. Nie ma to być piana. Dodajemy cukier puder, mąkę, masło i migdały i mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Wlewamy ciasto do foremek/gniazd mniej więcej do 2/3 wysokości. Do każdej babeczki wkładamy maliny i leciutko dociskamy.
Jeśli nadziewamy babeczki nutellą, to do każdej foremki wlewamy najpierw jedną łyżkę ciasta, na to łyżeczkę nutelli i przykrywamy drugą łyżką ciasta.
Pieczemy 20-25 minut - babeczki muszą być zrumienione, a patyczek wetknięty w środek - suchy. I podajemy od razu, na gorąco - są najlepsze :)
| Podziękowania dla Sylwii za zdjęcie ugryzionej babeczki, ja nie zdążyłam :) |
6.01.2015
Kruche ciastka z maszynki. Najlepsze, najdomowsze.
Bo marzyły mi się takie od jakiegoś czasu. Kruche, maślane, naturalne i domowe. Do jedzenia, ale chyba nawet bardziej do robienia. Zamówiłam zatem przystawkę do mojego wszystkorobiącego boscha i oto przyszła, tuż przed Sylwestrem. To był znak. Bo gdy ostatniego dnia w roku wróciłam z córką z sześciogodzinnej wyprawy na konie (sama jazda trwała godzinę, żeby nie było), to marzyłam tylko o tym, żeby zjeść, napić się gorącej herbaty i przystąpić do ulubionej czynności, czyli pieczenia. Proces nie jest skomplikowany, ale przydaje się dodatkowa para rąk, zwłaszcza jeśli używamy elektrycznej maszynki do mielenia mięsa. A więc, ogłaszamy casting na pomocnika, dobieramy dodatki (ciastka to wdzięczny temat, można do nich dodać mak, kakao, sezam, albo co tam nam tylko przyjdzie do głowy) i bierzemy się do pracy.
Przygotowujemy:
500 g mąki pszennej
1 szklankę cukru pudru
1 łyżeczkę ekstraktu z wanilii lub cukier z prawdziwa wanilią
1 jajko
1 żółtko
1 kostkę masła (200 g)
1 łyżeczkę proszku do pieczenia
1-2 łyżki gęstej śmietany
Przesiewamy mąkę i mieszamy z proszkiem do pieczenia i cukrem. Wysypujemy ją na stolnicę, dodajemy jajko, żółtko, ekstrakt, śmietanę i kostkę masła, siekamy nożem, po czym zagniatamy gładką kulę. W razie potrzeby można podsypać trochę mąki, gdy ciasto się klei lub dodać śmietany, gdy jest za suche. Jeśli chcemy mieć ciastka smakowe, zagniatamy razem z dodatkami. Ja podzieliłam ciasto na pół i do jednej części dodałam suchy mak (3-4 łyżki). Owijamy kulę folią spożywczą i odkładamy do lodówki na godzinę.
Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Rozstawiamy maszynkę i przygotowujemy deskę/podkładkę, na której ciastka będą lądować w postaci taśm do pokrojenia. I zaczynamy zabawę. Pokrojone kawałki umieszczamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy 12-15 minut, muszą być ładnie zrumienione.
Bardzo dziękuję za przepis Alkowi i jego Mamie :)
Przygotowujemy:
500 g mąki pszennej
1 szklankę cukru pudru
1 łyżeczkę ekstraktu z wanilii lub cukier z prawdziwa wanilią
1 jajko
1 żółtko
1 kostkę masła (200 g)
1 łyżeczkę proszku do pieczenia
1-2 łyżki gęstej śmietany
Przesiewamy mąkę i mieszamy z proszkiem do pieczenia i cukrem. Wysypujemy ją na stolnicę, dodajemy jajko, żółtko, ekstrakt, śmietanę i kostkę masła, siekamy nożem, po czym zagniatamy gładką kulę. W razie potrzeby można podsypać trochę mąki, gdy ciasto się klei lub dodać śmietany, gdy jest za suche. Jeśli chcemy mieć ciastka smakowe, zagniatamy razem z dodatkami. Ja podzieliłam ciasto na pół i do jednej części dodałam suchy mak (3-4 łyżki). Owijamy kulę folią spożywczą i odkładamy do lodówki na godzinę.
Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Rozstawiamy maszynkę i przygotowujemy deskę/podkładkę, na której ciastka będą lądować w postaci taśm do pokrojenia. I zaczynamy zabawę. Pokrojone kawałki umieszczamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy 12-15 minut, muszą być ładnie zrumienione.
Bardzo dziękuję za przepis Alkowi i jego Mamie :)
31.10.2014
Domowe rogale marcińskie. Najpyszniejsze.
No i stało się. Po raz pierwszy w życiu zrobiłam własnoręcznie ciasto półfrancuskie, po raz pierwszy rogale, nie mówiąc o tym, że marcińskie, po raz pierwszy użyłam w kuchni białego maku. Ciągnę się za ucho na szczęście. Coraz rzadziej zdarza mi się robić coś po raz pierwszy w życiu :) Rogale robi się długo, choć z przerwami. Jakieś dwa dni mniej więcej. Wysiłek znaczny, ale zapewniam, że absolutnie warto! Ciasto półfrancuskie drożdżowe długo zachowuje świeżość. Rogale są przepyszne, pożerane na gorąco wprost z blachy. Jedzenie rogalików nawet z najlepszej cukierni nie da nam tej ogromnej satysfakcji, wynikającej ze smakowania czegoś absolutnie obłędnego, a do tego zrobionego samodzielnie. Kolejne takie zrobię na 11 listopada, i tak już co roku. Przepis znalazłam na blogu Słodkie Fantazje.
Przygotowujemy:
Nadzienie
350 g białego maku
100 g masy marcepanowej
3/4 szklanki cukru pudru
150 g orzechów włoskich
100 g blanszowanych migdałów
70 g suszonych fig
70 g daktyli bez pestek (użyłam suszonych)
3 łyżki skórki pomarańczowej w syropie --> przepis na domową
3 łyżki kwaśnej śmietany
2 białka (żółtka zostawiamy do ciasta)
4 biszkopty, pokruszone na okruszki
Ciasto
1 szklanka ciepłego mleka
30 g świeżych drożdży
3 żółtka
pół łyżeczki ekstraktu z wanilii (dałam pastę)
3 i 1/2 szklanki mąki
3 łyżki cukru
szczypta soli
50 g + 200 g masła
Lukier
szklanka cukru pudru
parę kropli soku z cytryny
woda
Dodatkowo
jajko roztrzepane z odrobiną mleka do posmarowania rogali
posiekane orzechy włoskie do posypania
Całe przygotowania rozpoczynamy dzień wcześniej. Zaczynamy od ciasta:
Przygotowujemy zaczyn: drożdże wkruszamy do miseczki, zasypujemy łyżką cukru, dolewamy połowę ciepłego mleka i dosypujemy tyle mąki, by zaczyn miał konsystencję gęstej śmietany. Odstawiamy do wyrośnięcia.
Żółtka ucieramy z dwoma łyżkami cukru do białości, dodajemy ekstrakt z wanilii. 50 g masła rozpuszczamy.
Mąkę przesiewamy i wysypujemy na stolnicę lub do misy robota. Dodajemy wyrośnięty zaczyn, kogel mogel z żółtek, pozostałe mleko i wyrabiamy ciasto na gładką, odchodzącą od rąk kulę. Pod koniec dolewamy rozpuszczone masło i wyrabiamy aż do wchłonięcia.
Ciasto odkładamy w misce do lodówki na godzinę.
Wałkujemy:
Schłodzone ciasto wykładamy na stolnicę i zaczynamy zabawę :)
Wałkujemy je na spory prostokąt - około 45 x 25 cm - krótkie boki stanowią górę i dół. Zimne masło kroimy na cienkie plasterki lub wiórki i połowę równomiernie układamy na powierzchni 1/3 ciasta na środku. Chwytamy za dwa dolne rogi ciasta i zakładamy je od siebie na pokrytą masłem część, tak by przykryć masło. Następnie wierzch płatu ciasta pokrywamy resztą masła i zakładamy na nią górną część ciasta. W ten sposób otrzymujemy prostokąt tej samej szerokości, co poprzedni, ale 1/3 wysokości. Obracamy go o 90 stopni, żeby znów krótsze boki stanowiły górę i dół. Rozwałkowujemy mniej więcej na podobny do początkowego prostokąt, znowu zakładamy 1/3 od dołu, a potem 1/3 od góry - zawijamy w folię spożywczą i odkładamy do lodówki na godzinę.
Cały proces wałkowania i składania powtarzamy trzykrotnie, za każdym razem chłodzimy ciasto pomiędzy. Za ostatnim razem wkładamy złożone ciasto do lodówki na całą noc.
Sposób wałkowania ciasta i zwijania dobrze widać tu: link
Przygotowujemy masę:
Mak, figi i daktyle parzymy wrzątkiem (w oddzielnych miskach), dokładnie odsączamy na sitku - to jest bardzo ważne, by nie zostało w nich za dużo wody. Mak, figi, daktyle, orzechy i migdały dwukrotnie przepuszczamy przez maszynkę do mielenia mięsa (najdrobniejsze sitko). Masę marcepanową rozcieramy mikserem z cukrem pudrem i śmietaną. Do tej masy dodajemy zmielone bakalie i cały czas miksujemy. Wrzucamy okruszki biszkoptowe i skórkę pomarańczową. Na końcu dodajemy pianę z białek i delikatnie mieszamy. Powinna być dość zwarta, plastyczna. Będziemy ją wyciskać, więc nie może być zbyt twarda.
Zwijamy rogale:
Pół godziny przed zwijaniem wyciągamy ciasto z lodówki. Rozwałkowujemy je na duży prostokąt (60 x 40 cm - dłuższe boki na górze i dole) i kroimy pionowo na naprzemienne trójkąty. Na trójkąty wyciskamy paski nadzienia i zwijamy, począwszy od ostrego końca. Nacinamy podstawę delikatnie. Trudno to opisać, ale moja córka robiła zdjęcia i przygotowała filmik instruktażowy :)
Pieczemy:
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Gotowe rogale układamy na blasze w sporych odstępach i z pomocą pędzelka smarujemy jajkiem roztrzepanym z mlekiem. Wstawiamy do gorącego piekarnika i każdą partię pieczemy około 20 minut - aż będą smakowicie zrumienione.
Na lukier rozcieramy cukier puder z odrobinką soku z cytryny i taką ilością wody, by był gęsty, ale jeszcze lejący. Ostudzone rogaliki (mogą być lekko ciepłe) lukrujemy. Na wierzchu posypujemy posiekanymi orzechami.
I... zanim zjemy, pięknie eksponujemy z flagą na Święto Niepodległości i robimy zdjęcia! Bo kolejny taki wysiłek za rok pewnie dopiero! :)
Przygotowujemy:
Nadzienie
350 g białego maku
100 g masy marcepanowej
3/4 szklanki cukru pudru
150 g orzechów włoskich
100 g blanszowanych migdałów
70 g suszonych fig
70 g daktyli bez pestek (użyłam suszonych)
3 łyżki skórki pomarańczowej w syropie --> przepis na domową
3 łyżki kwaśnej śmietany
2 białka (żółtka zostawiamy do ciasta)
4 biszkopty, pokruszone na okruszki
Ciasto
1 szklanka ciepłego mleka
30 g świeżych drożdży
3 żółtka
pół łyżeczki ekstraktu z wanilii (dałam pastę)
3 i 1/2 szklanki mąki
3 łyżki cukru
szczypta soli
50 g + 200 g masła
Lukier
szklanka cukru pudru
parę kropli soku z cytryny
woda
Dodatkowo
jajko roztrzepane z odrobiną mleka do posmarowania rogali
posiekane orzechy włoskie do posypania
Całe przygotowania rozpoczynamy dzień wcześniej. Zaczynamy od ciasta:
Przygotowujemy zaczyn: drożdże wkruszamy do miseczki, zasypujemy łyżką cukru, dolewamy połowę ciepłego mleka i dosypujemy tyle mąki, by zaczyn miał konsystencję gęstej śmietany. Odstawiamy do wyrośnięcia.
Żółtka ucieramy z dwoma łyżkami cukru do białości, dodajemy ekstrakt z wanilii. 50 g masła rozpuszczamy.
Mąkę przesiewamy i wysypujemy na stolnicę lub do misy robota. Dodajemy wyrośnięty zaczyn, kogel mogel z żółtek, pozostałe mleko i wyrabiamy ciasto na gładką, odchodzącą od rąk kulę. Pod koniec dolewamy rozpuszczone masło i wyrabiamy aż do wchłonięcia.
Ciasto odkładamy w misce do lodówki na godzinę.
Wałkujemy:
Schłodzone ciasto wykładamy na stolnicę i zaczynamy zabawę :)
Wałkujemy je na spory prostokąt - około 45 x 25 cm - krótkie boki stanowią górę i dół. Zimne masło kroimy na cienkie plasterki lub wiórki i połowę równomiernie układamy na powierzchni 1/3 ciasta na środku. Chwytamy za dwa dolne rogi ciasta i zakładamy je od siebie na pokrytą masłem część, tak by przykryć masło. Następnie wierzch płatu ciasta pokrywamy resztą masła i zakładamy na nią górną część ciasta. W ten sposób otrzymujemy prostokąt tej samej szerokości, co poprzedni, ale 1/3 wysokości. Obracamy go o 90 stopni, żeby znów krótsze boki stanowiły górę i dół. Rozwałkowujemy mniej więcej na podobny do początkowego prostokąt, znowu zakładamy 1/3 od dołu, a potem 1/3 od góry - zawijamy w folię spożywczą i odkładamy do lodówki na godzinę.
Cały proces wałkowania i składania powtarzamy trzykrotnie, za każdym razem chłodzimy ciasto pomiędzy. Za ostatnim razem wkładamy złożone ciasto do lodówki na całą noc.
Sposób wałkowania ciasta i zwijania dobrze widać tu: link
Przygotowujemy masę:
Mak, figi i daktyle parzymy wrzątkiem (w oddzielnych miskach), dokładnie odsączamy na sitku - to jest bardzo ważne, by nie zostało w nich za dużo wody. Mak, figi, daktyle, orzechy i migdały dwukrotnie przepuszczamy przez maszynkę do mielenia mięsa (najdrobniejsze sitko). Masę marcepanową rozcieramy mikserem z cukrem pudrem i śmietaną. Do tej masy dodajemy zmielone bakalie i cały czas miksujemy. Wrzucamy okruszki biszkoptowe i skórkę pomarańczową. Na końcu dodajemy pianę z białek i delikatnie mieszamy. Powinna być dość zwarta, plastyczna. Będziemy ją wyciskać, więc nie może być zbyt twarda.
Zwijamy rogale:
Pół godziny przed zwijaniem wyciągamy ciasto z lodówki. Rozwałkowujemy je na duży prostokąt (60 x 40 cm - dłuższe boki na górze i dole) i kroimy pionowo na naprzemienne trójkąty. Na trójkąty wyciskamy paski nadzienia i zwijamy, począwszy od ostrego końca. Nacinamy podstawę delikatnie. Trudno to opisać, ale moja córka robiła zdjęcia i przygotowała filmik instruktażowy :)
Pieczemy:
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Gotowe rogale układamy na blasze w sporych odstępach i z pomocą pędzelka smarujemy jajkiem roztrzepanym z mlekiem. Wstawiamy do gorącego piekarnika i każdą partię pieczemy około 20 minut - aż będą smakowicie zrumienione.
Na lukier rozcieramy cukier puder z odrobinką soku z cytryny i taką ilością wody, by był gęsty, ale jeszcze lejący. Ostudzone rogaliki (mogą być lekko ciepłe) lukrujemy. Na wierzchu posypujemy posiekanymi orzechami.
I... zanim zjemy, pięknie eksponujemy z flagą na Święto Niepodległości i robimy zdjęcia! Bo kolejny taki wysiłek za rok pewnie dopiero! :)
17.09.2014
Ciasto z kabaczka z orzechami i polewą czekoladową
To było tak. Najpierw dostałam ogroooomnego kabaczka, na którego chwilowo nie miałam pomysłu, a potem robiłam porządek w szufladzie kuchennej (tak, tej ze słodyczami - czasem trzeba poukładać, bo krzywo leżą :)). W tej oto właśnie szufladzie znalazłam czekoladę do gotowania z Biedronki, otrzymaną niegdyś w prezencie i czas był na nią najwyższy. No i jeszcze, miałam w szufladzie przepis na ciasto cukiniowe od Tereski, ciasto pyszne, a jeszcze przeze mnie nie było pieczone. No i wszystko stało się jasne. Otóż, po upieczeniu tego ciasta mogę stwierdzić z pełną mocą, że kabaczek świetnie się nadał, ciasto było mega przepyszne, wilgotne, lekko korzenne, orzechowe, a z tą polewą... Do dzieła! Ciasto, jak wspomniałam, można zrobić z cukinii również, a zapewne pyszne będzie też z jabłek, dyni, marchewki i co kto tam ma pod ręką :) Bakalie można także dowolnie dobierać. Aż się prosi, żeby jesiennie poeksperymentować :)
Przygotowujemy:
2 szklanki utartego na cienkiej tarce kabaczka (uprzednio obranego ze skóry i pozbawionego pestek)
4 jajka od kur z wolnego wybiegu
1 szklanka cukru trzcinowego
duża szczypta soli
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1-2 łyżeczki cynamonu lub przyprawy korzennej mixed spice (albo do piernika) - co kto lubi
3 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki oleju
ok. 1 szklanki posiekanych orzechów włoskich
Na polewę:
100 g gorzkiej czekolady
1/3 szklanki śmietanki kremówki
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 150 stopni. Ubijamy jajka z cukrem, aż powiększą objętość. Mąkę mieszamy z solą, sodą, proszkiem i przyprawami. Do masy jajecznej dodajemy wszystkie pozostałe składniki i mieszamy lub miksujemy. Przelewamy masę do dwóch keksówek albo prostokątnej blachy. Wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 45-60 minut. Trzeba sprawdzać patyczkiem. To ciasto musi się dopiec i mocno przyrumienić, patyczek musi być suchy.
Robimy polewę: śmietankę mocno podgrzewamy na małym ogniu, zdejmujemy garnek z kuchenki i dodajemy pokruszoną na kawałki czekoladę. Mieszamy, aż się rozpuści, a masa będzie gładka i lśniąca. Wylewamy polewę na ciasto. Moja polewa była inna (nie miałam śmietanki w domu, więc po prostu rozpuściłam czekoladę, dlatego taka matowa jest), ale zrobiona z tego przepisu jest przepyszna i ładnie zastyga.
Przygotowujemy:
2 szklanki utartego na cienkiej tarce kabaczka (uprzednio obranego ze skóry i pozbawionego pestek)
4 jajka od kur z wolnego wybiegu
1 szklanka cukru trzcinowego
duża szczypta soli
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1-2 łyżeczki cynamonu lub przyprawy korzennej mixed spice (albo do piernika) - co kto lubi
3 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki oleju
ok. 1 szklanki posiekanych orzechów włoskich
Na polewę:
100 g gorzkiej czekolady
1/3 szklanki śmietanki kremówki
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 150 stopni. Ubijamy jajka z cukrem, aż powiększą objętość. Mąkę mieszamy z solą, sodą, proszkiem i przyprawami. Do masy jajecznej dodajemy wszystkie pozostałe składniki i mieszamy lub miksujemy. Przelewamy masę do dwóch keksówek albo prostokątnej blachy. Wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 45-60 minut. Trzeba sprawdzać patyczkiem. To ciasto musi się dopiec i mocno przyrumienić, patyczek musi być suchy.
Robimy polewę: śmietankę mocno podgrzewamy na małym ogniu, zdejmujemy garnek z kuchenki i dodajemy pokruszoną na kawałki czekoladę. Mieszamy, aż się rozpuści, a masa będzie gładka i lśniąca. Wylewamy polewę na ciasto. Moja polewa była inna (nie miałam śmietanki w domu, więc po prostu rozpuściłam czekoladę, dlatego taka matowa jest), ale zrobiona z tego przepisu jest przepyszna i ładnie zastyga.
10.05.2014
Keks znakomity. Najlepszy :)
Podobno gust i kubki smakowe zmieniają się co kilka (siedem?) lat. Moje nie tak często, ale jeśli już - to radykalnie. W ubiegłym roku pokochałam smażoną skórkę pomarańczową, której nie cierpiałam przez całe (długie) życie, a także keks. Może moja antypatia do tego ciasta kiedyś wynikała ze sztucznych dodatków, owoców kandyzowanych napakowanych siarką i bez smaku - nie wiem. Teraz keks uwielbiam i na wszystkie święta musi być. Odkopałam stary przepis z książki, którą dostałam bardzo dawno temu od pierwszego chłopaka: Obiady u Kowalskich Jadwigi Kłossowskiej, z dedykacją, w której wyrażał nadzieję, że te obiady będą mu smakować :) :) :) ech, stare czasy. W każdym razie w tej oto książce znalazłam przepis zatytułowany Keks znakomity. Skoro znakomity, nie ma co się wahać. Keks jest rzeczywiście przepyszny i, co ważne, z dnia na dzień zyskuje na mocy smaku, jeśli tylko nie damy mu nadmiernie wyschnąć. I jeśli przetrwa. Upieczony z okazji sprzątania szuflady z bakaliami. No nie dało rady inaczej :)
Przygotowujemy:
25 dag miękkiego masła
25 dag mąki
5 dużych jaj od kur z wolnego wybiegu
25 dag cukru (dałam nieco mniej)
skórka otarta z cytryny
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 laski wanilii (dałam łyżeczkę pasty waniliowej)
2 łyżki koniaku lub innego alkoholu (pominęłam)
po 5 dag różnych bakalii (w sumie 25-30 dag): smażonej skórki pomarańczowej, rodzynek, owoców kandyzowanych i suszonych, orzechów, migdałów - co kto lubi
2 łyżki mąki ziemniaczanej do obtoczenia bakalii
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni. Przygotowujemy bakalie: rozdrabniamy, jeśli to konieczne i mieszamy z dwoma łyżkami mąki ziemniaczanej (dzięki temu bakalie nie opadną a dno). Masło ucieramy, dodajemy po jednym jajku, po trochu cukru i mąki wymieszanej z proszkiem. Jeśli używamy alkoholu, dodajemy go na końcu - ja nie używam :) Ciasto musi być bardzo gęste. Jeśli jest zbyt rzadkie, dosypujemy trochę mąki, bo inaczej wszystkie bakalie opadną na dno. Dodajemy bakalie, lekko mieszamy i przekładamy ciasto do przygotowanej foremki - keksówki, wysmarowanej tłuszczem i wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy około 40 minut - do suchego patyczka. I teraz tak: keks jest lepszy następnego dnia, więc warto zaczekać, ale u mnie w domu nikomu nie da się tego wytłumaczyć (ciepłe jest najlepsze, mamo), więc jem też pierwszego dnia. Kolejnego mogłabym się nie załapać. A to w sumie największy komplement.
Przygotowujemy:
25 dag miękkiego masła
25 dag mąki
5 dużych jaj od kur z wolnego wybiegu
25 dag cukru (dałam nieco mniej)
skórka otarta z cytryny
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 laski wanilii (dałam łyżeczkę pasty waniliowej)
2 łyżki koniaku lub innego alkoholu (pominęłam)
po 5 dag różnych bakalii (w sumie 25-30 dag): smażonej skórki pomarańczowej, rodzynek, owoców kandyzowanych i suszonych, orzechów, migdałów - co kto lubi
2 łyżki mąki ziemniaczanej do obtoczenia bakalii
Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni. Przygotowujemy bakalie: rozdrabniamy, jeśli to konieczne i mieszamy z dwoma łyżkami mąki ziemniaczanej (dzięki temu bakalie nie opadną a dno). Masło ucieramy, dodajemy po jednym jajku, po trochu cukru i mąki wymieszanej z proszkiem. Jeśli używamy alkoholu, dodajemy go na końcu - ja nie używam :) Ciasto musi być bardzo gęste. Jeśli jest zbyt rzadkie, dosypujemy trochę mąki, bo inaczej wszystkie bakalie opadną na dno. Dodajemy bakalie, lekko mieszamy i przekładamy ciasto do przygotowanej foremki - keksówki, wysmarowanej tłuszczem i wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy około 40 minut - do suchego patyczka. I teraz tak: keks jest lepszy następnego dnia, więc warto zaczekać, ale u mnie w domu nikomu nie da się tego wytłumaczyć (ciepłe jest najlepsze, mamo), więc jem też pierwszego dnia. Kolejnego mogłabym się nie załapać. A to w sumie największy komplement.
26.01.2014
Pieczone falafele 100% wegańskie
Od razu powiem, że bardzo lubię mięso, a weganinem jest mój brat, już od dawna. Jednak falafele uwielbiam od pierwszego spróbowania (w budce z kebabem, przyznam - były pyszne) i robię co jakiś czas. Tradycyjnie falafele smaży się w głębokim tłuszczu, ja jednak unikam potraw smażonych i któregoś dnia, gdy miałam w dodatku mało czasu i ochoty na lepienie maleńkich kotlecików i smażenie ich partiami, po prostu ugniotłam masę w foremce do brownie i upiekłam. To był strzał w dziesiątkę! Takie falafele robi się szybko, piecze bez problemu i zbędnego bałaganu w kuchni. Polecam. Są wegańskie, zawierają mnóstwo białka roślinnego i są pyszne! Należy tylko pamiętać dzień wcześniej o namoczeniu ciecierzycy.
Przygotowujemy (zaczynamy dzień wcześniej):
400 g suchej ciecierzycy
pół natki pietruszki
zieloną kolendrę (opcjonalnie, kto lubi)
3-4 małe cebule, obrane i pokrojone w ćwiartki
3 łyżeczki soli
3 łyżki mąki
2 łyżeczki zmielonych nasion kolendry
2 łyżeczki zmielonego kminu rzymskiego
4-5 ząbków czosnku
4-5 łyżek oliwy z oliwek
pieprz, ostra papryka - do smaku
Dzień wcześniej zalewamy ciecierzycę wodą (dużą ilością, bo zostanie szybko wypita :)). W miarę nasiąkania wodą, ziarna ciecierzycy będą rosły.
Następnego dnia wrzucamy do blendera odsączoną dokładnie ciecierzycę i wszystkie pozostałe składniki. Tak, tak - ciecierzycy nie trzeba gotować. I blendujemy do uzyskania papkowatej konsystencji, z wyraźnie widocznymi maleńkimi kawałeczkami ciecierzycy. Nie za długo. Masa nie może być jednorodna, bo wyjdzie nam hummus :) Musimy uzyskać masę, którą da się ugniatać. Po jakimś czasie często trzeba zatrzymywać blender i zeskrobywać ciasto ze ścianek, bo ma tendencję do przyklejania się. To znak, że zbliżamy się do końca.
Próbujemy masę, doprawiamy, jeśli trzeba. Gdy jest gotowa, przekładamy ją do małej kwadratowej lub prostokątnej blaszki wysmarowanej tłuszczem i wyłożonej papierem do pieczenia. Ja użyłam specjalnej blaszki (28 x 19 cm) z wyciąganym dnem i kratką, która pozwoliła jeszcze przed pieczeniem podzielić ciasto na kwadraciki. Nie jest to jednak konieczne. Pieczemy w temperaturze 180 stopni około 60 minut. Wypiek musi być lekko zrumieniony na wierzchu i upieczony w środku - sprawdzamy patyczkiem. Po przestygnięciu, odcinamy nożem brzegi ciasta od krawędzi blaszki i kroimy na kwadraty. Podajemy z sosem jogurtowo-czosnkowym, można je także zawinąć w pitę jak kebaba, można jeść jak kotleciki lub pokruszone kłaść na kanapkę. To jest pyszne :)
Niestety nie udało mi się sfotografować już upieczonych, gdyż zostały pożarte błyskawicznie, co w sumie mnie cieszy :) Następnym razem dorzucę zdjęcie gotowych, upieczonych, pięknie przyrumienionych.
Źródło
Przygotowujemy (zaczynamy dzień wcześniej):
400 g suchej ciecierzycy
pół natki pietruszki
zieloną kolendrę (opcjonalnie, kto lubi)
3-4 małe cebule, obrane i pokrojone w ćwiartki
3 łyżeczki soli
3 łyżki mąki
2 łyżeczki zmielonych nasion kolendry
2 łyżeczki zmielonego kminu rzymskiego
4-5 ząbków czosnku
4-5 łyżek oliwy z oliwek
pieprz, ostra papryka - do smaku
Dzień wcześniej zalewamy ciecierzycę wodą (dużą ilością, bo zostanie szybko wypita :)). W miarę nasiąkania wodą, ziarna ciecierzycy będą rosły.
Następnego dnia wrzucamy do blendera odsączoną dokładnie ciecierzycę i wszystkie pozostałe składniki. Tak, tak - ciecierzycy nie trzeba gotować. I blendujemy do uzyskania papkowatej konsystencji, z wyraźnie widocznymi maleńkimi kawałeczkami ciecierzycy. Nie za długo. Masa nie może być jednorodna, bo wyjdzie nam hummus :) Musimy uzyskać masę, którą da się ugniatać. Po jakimś czasie często trzeba zatrzymywać blender i zeskrobywać ciasto ze ścianek, bo ma tendencję do przyklejania się. To znak, że zbliżamy się do końca.
Próbujemy masę, doprawiamy, jeśli trzeba. Gdy jest gotowa, przekładamy ją do małej kwadratowej lub prostokątnej blaszki wysmarowanej tłuszczem i wyłożonej papierem do pieczenia. Ja użyłam specjalnej blaszki (28 x 19 cm) z wyciąganym dnem i kratką, która pozwoliła jeszcze przed pieczeniem podzielić ciasto na kwadraciki. Nie jest to jednak konieczne. Pieczemy w temperaturze 180 stopni około 60 minut. Wypiek musi być lekko zrumieniony na wierzchu i upieczony w środku - sprawdzamy patyczkiem. Po przestygnięciu, odcinamy nożem brzegi ciasta od krawędzi blaszki i kroimy na kwadraty. Podajemy z sosem jogurtowo-czosnkowym, można je także zawinąć w pitę jak kebaba, można jeść jak kotleciki lub pokruszone kłaść na kanapkę. To jest pyszne :)
Niestety nie udało mi się sfotografować już upieczonych, gdyż zostały pożarte błyskawicznie, co w sumie mnie cieszy :) Następnym razem dorzucę zdjęcie gotowych, upieczonych, pięknie przyrumienionych.
Źródło
25.01.2014
Blondie z migdałami i pierzynką z czekolady
To był wymóg chwili. Piątek pewnego bardzo zajętego tygodnia, spędzonego w biegu pomiędzy pracą a zebraniami szkolnymi, pomiędzy jednym zadaniem a drugim, drugim a trzecim i wciąż nie do ogarnięcia. Ale wszystko mija, chaos też, na szczęście. I jest piątkowe popołudnie, wracam do domu i nie mam tak, że mi się nie chce. Chce mi się, i to bardzo. Upiec ciasto. Zjeść też, ale właśnie bardziej upiec. No to piekę. Oczywiście z czekoladą, jak z czekoladą to brownie, ale tym razem w wersji blond. Wariacja z przepięknej książki "the hummingbird bakery. cookbook", choć moja wersja oczywiście kompletnie inna. Ciasto jest płaskie, słodkie, ale nie za i jest przykryte pierzynką z płatków migdałów i kawałków białej i mlecznej czekolady.
Przygotowujemy:
150 g białej czekolady + 50 g na pierzynkę
100 g mlecznej czekolady (najlepiej Alpen Gold - najładniej się piecze)
125 g masła
130 g drobnego cukru
2 jajka
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub pasty waniliowej
200 g mąki
szczypta soli
100 g płatków migdałów
Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. 150 g białej czekolady rozpuszczamy na parze razem z masłem (wrzucamy czekoladę do miseczki metalowej ustawionej na drugim garnku, w którym gotuje się woda. Miseczka z czekoladą nie może dotykać powierzchni wody). Pilnujemy, żeby para nie buchała zbyt mocno. Odstawiamy na bok, gdy jeszcze niecałe masło jest rozpuszczone, żeby nie dopuścić do rozwarstwienia czekolady.
W oddzielnej misce ubijamy jajka z cukrem, ekstraktem waniliowym i solą, na gładką, jasną masę. Dodajemy lekko przestudzoną czekoladę i mąkę i miksujemy razem. Na końcu dodajemy płatki migdałów (odkładamy ze 2 łyżki do posypania ciasta z wierzchu) i lekko mieszamy. Wylewamy masę do kwadratowej foremki do brownies (u mnie o boku 23 cm). Na wierzchu posypujemy kawałkami posiekanej czekolady (50 g białej i 100 g mlecznej), a na samym wierzchu odłożonymi płatkami migdałów. Ja zrobiłam odwrotnie i efekt był zachwycający smakowo, ale niepraktyczny: na ciasto wysypałam płatki migdałów, a na to czekoladę, która potem spadała przy podawaniu ciasta. Odwrotnie powinno być lepiej, choć nie sprawdziłam jeszcze. Foremkę z ciastem wkładamy do piekarnika (dolna część) i pieczemy około 35 minut. Sprawdzamy patyczkiem, powinien być lekko wilgotny. Niezależnie od ruchomej pierzynki, ciasto jest pyszne, czekolada na wierzchu to poezja sama w sobie (zarówno na ciepło, jak i następnego dnia), a piątkowy wieczór ogarnięty. I tak oto zaczęłam mroźny, ale przepiękny weekend :)
Przygotowujemy:
150 g białej czekolady + 50 g na pierzynkę
100 g mlecznej czekolady (najlepiej Alpen Gold - najładniej się piecze)
125 g masła
130 g drobnego cukru
2 jajka
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii lub pasty waniliowej
200 g mąki
szczypta soli
100 g płatków migdałów
Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. 150 g białej czekolady rozpuszczamy na parze razem z masłem (wrzucamy czekoladę do miseczki metalowej ustawionej na drugim garnku, w którym gotuje się woda. Miseczka z czekoladą nie może dotykać powierzchni wody). Pilnujemy, żeby para nie buchała zbyt mocno. Odstawiamy na bok, gdy jeszcze niecałe masło jest rozpuszczone, żeby nie dopuścić do rozwarstwienia czekolady.
W oddzielnej misce ubijamy jajka z cukrem, ekstraktem waniliowym i solą, na gładką, jasną masę. Dodajemy lekko przestudzoną czekoladę i mąkę i miksujemy razem. Na końcu dodajemy płatki migdałów (odkładamy ze 2 łyżki do posypania ciasta z wierzchu) i lekko mieszamy. Wylewamy masę do kwadratowej foremki do brownies (u mnie o boku 23 cm). Na wierzchu posypujemy kawałkami posiekanej czekolady (50 g białej i 100 g mlecznej), a na samym wierzchu odłożonymi płatkami migdałów. Ja zrobiłam odwrotnie i efekt był zachwycający smakowo, ale niepraktyczny: na ciasto wysypałam płatki migdałów, a na to czekoladę, która potem spadała przy podawaniu ciasta. Odwrotnie powinno być lepiej, choć nie sprawdziłam jeszcze. Foremkę z ciastem wkładamy do piekarnika (dolna część) i pieczemy około 35 minut. Sprawdzamy patyczkiem, powinien być lekko wilgotny. Niezależnie od ruchomej pierzynki, ciasto jest pyszne, czekolada na wierzchu to poezja sama w sobie (zarówno na ciepło, jak i następnego dnia), a piątkowy wieczór ogarnięty. I tak oto zaczęłam mroźny, ale przepiękny weekend :)
19.05.2013
Letnia tarta z budyniem i owocami
Po długiej nieobecności Upiecz mnie wraca do kuszenia :) dzisiaj prosta, pyszna i niezwykle efektowna tarta. Spód z najłatwiejszego kruchego ciasta, masa budyniowa, owoce sezonowe i glazura. Takie właśnie pyszności powstały na urodzino-imieniny Piotrusia, bo miało być lekko, niezbyt słodko i letnio. Spód do tej tarty to zwykłe, najlepsze na świecie ciasto kruche. Masę budyniową najprościej zrobić z gotowego budyniu, ja tak zrobiłam. Następnym razem pokuszę się o domowy budyń waniliowy, kiedyś robiłam i jest pyszny.
Przygotowujemy:
Przygotowujemy:
spód
400 g mąki
200 g masła
100 g cukru pudru lub bardzo drobnego kryształu
2 żółtka
lodowata woda (opcjonalnie, jeśli będzie tego wymagało konsystencja ciasta)
nadzienie
2 budynie waniliowe bez cukru
1 l mleka
50 g masła
na wierzch
owoce: truskawki, maliny, borówki, kiwi, mandarynki, winogrona, banan itp.
glazura: 2 łyżki dżemu morelowego
Zagniatamy kruche ciasto: na stolnicę wysypujemy mąkę, dodajemy cukier i pokrojone w kostkę masło oraz żółtka. Kroimy nożem masło, zagarniając mąkę, tak żeby maksymalnie skrócić czas zagniatania ciasta rękami. Gdy masło jest już posiekane, szybciutko zagniatamy ciasto w gładką kulę - jeśli jest za suche dolewamy 1-2 łyżki lodowatej wody, tylko tyle, ile trzeba, żeby ciasto było zwarte. Owijamy kulkę w folię i wkładamy do lodówki na około 30 minut.
Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Wylepiamy ciastem formę do tart, uprzednio wysmarowaną masłem. Nakłuwamy ciasto widelcem. wykładamy je folią aluminiową i obciążamy fasolą, grochem, kaszą lub specjalnymi kulkami ceramicznymi. Wkładamy do piekarnika na około 15-20 minut, po czym wyjmujemy obciążenie z formy i z powrotem do piekarnika, do zezłocenia.
W tym czasie przygotowujemy budyń według przepisu na opakowaniu, z tym że do gotującego mleka dodajemy masło przed wlaniem budyniu. Po zgęstnieniu odstawiamy garnek z ognia i jeszcze gorący budyń wylewamy na upieczony spód.
Na wierzchu układamy owoce i smarujemy je glazurą: dżem morelowy podgrzewamy i przecieramy przez sitko. Pędzelkiem smarujemy owoce i odstawiamy ciasto do ostudzenia, a następnie wkładamy je do lodówki.
24.03.2013
Sernik waniliowy z karmelkową polewą (Butterscotch cheesecake)
Kolejny pyszny sernik do kolekcji. Ten wpadł mi w oko, gdy tylko zaczęłam wertować świeżo nabytą w ulubionym Amazonie książkę The Australian Women's Weekly Cheesecakes baked and chilled. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie nazmieniała. Sernik jest bardzo prosty, bez udziwnień i zbyt wielu składników, a muszę powiedzieć, że jeden z najlepszych, jakie jadłam. Aksamitny, dość ciężki, zwarty i wilgotny. Ze spodem ciasteczkowym i polewą o smaku karmelków jest po prostu wspaniały. Zaraz czeka mnie powtórka, bo wszystko zostało wyjedzone w ciągu dnia. To chyba najlepsza rekomendacja :)
Przygotowujemy:
Spód
220 g herbatników
120 g rozpuszczonego masła
Sernik
750 g sera białego trzykrotnie zmielonego
190 g drobnego cukru
3 jajka
2 łyżeczki pasty waniliowej lub ekstraktu z wanilii
2 łyżki mąki
Polewa
150 g brązowego cukru
80 g masła
2 łyżki śmietany
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 160 stopni. Pokruszone lub zmielone herbatniki mieszamy z rozpuszczonym masłem i wygniatamy mokrymi okruchami wysmarowaną masłem tortownicę o średnicy 26 cm. W tym czasie mielimy ser biały i miksujemy go z cukrem. Do masy dodajemy (po jednym) jajka, pastę waniliową i na końcu mąkę. Wylewamy masę serową na spód herbatnikowy i wstawiamy tortownicę do piekarnika na 45 minut. Studzimy potem przez pół godziny w uchylonym piekarniku. W tym czasie przygotowujemy polewę. Wszystkie składniki odmierzamy do małego garnka i stawiamy na niewielkim ogniu. Gotujemy do momentu, aż masa zacznie gęstnieć i zrobi się gładziutka. U mnie trwało to około 10 minut. Raczej trzeba stać przy garnku, mieszać od dna, żeby kawałki karmelu nie osiadały na nim. Polewa jest przepyszna i musiałam siłą wydzierać gotową dzieciom, żeby wylać ją na sernik.
Przygotowujemy:
Spód
220 g herbatników
120 g rozpuszczonego masła
Sernik
750 g sera białego trzykrotnie zmielonego
190 g drobnego cukru
3 jajka
2 łyżeczki pasty waniliowej lub ekstraktu z wanilii
2 łyżki mąki
Polewa
150 g brązowego cukru
80 g masła
2 łyżki śmietany
Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 160 stopni. Pokruszone lub zmielone herbatniki mieszamy z rozpuszczonym masłem i wygniatamy mokrymi okruchami wysmarowaną masłem tortownicę o średnicy 26 cm. W tym czasie mielimy ser biały i miksujemy go z cukrem. Do masy dodajemy (po jednym) jajka, pastę waniliową i na końcu mąkę. Wylewamy masę serową na spód herbatnikowy i wstawiamy tortownicę do piekarnika na 45 minut. Studzimy potem przez pół godziny w uchylonym piekarniku. W tym czasie przygotowujemy polewę. Wszystkie składniki odmierzamy do małego garnka i stawiamy na niewielkim ogniu. Gotujemy do momentu, aż masa zacznie gęstnieć i zrobi się gładziutka. U mnie trwało to około 10 minut. Raczej trzeba stać przy garnku, mieszać od dna, żeby kawałki karmelu nie osiadały na nim. Polewa jest przepyszna i musiałam siłą wydzierać gotową dzieciom, żeby wylać ją na sernik.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

